czwartek, 20 lutego 2014

Furious promt - Wypadek


Było coś po dziewiątej, a ja już nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Zjadłem śniadanie i chciałem obejrzeć coś w TV, ale jak na złość nic nie ma. Nie wiem po cholerę wstałem dziś tak wcześnie. Już nic nie poradzę, że nie mogłem spać jakby coś mnie męczyło. Przewracałem się z boku na bok, gorąco było jak w piekle, a otwarcie okna nic nie pomogło. Mógłbym trochę pogrzebać w samochodzie, ale obiecałem Alex’owi, że zajmiemy się tym wspólnie. Strasznie zaczęło mi się nudzić, więc postanowiłem, że go obudzę. Wbiegłem po schodach na piętro, by później przemierzyć biały korytarz i stanąć przed drzwiami, na których przyklejone były czarne literki tworzące jego imię i kilka naklejek samochodów po gumach do żucia, które uwielbiał. Zawsze wysyłał po nie Lottie, bo można je kupić jedynie w jej szkolnym sklepiku. Teraz przez wakacje marudzi, że nigdzie nie można ich kupić. Jakby nie było innych. Jest w chuj smaków, ale on uparł się na te.
Pchnąłem drewnianą powłokę i wszedłem do pokoju urządzonego w kolorach zieleni oraz granatowego. Wydawać się mogło, że do siebie nie będzie pasowało, ale jednak wyglądało to dość przyjemnie.  Po mojej prawej stronie było wielkie okno, aktualnie zasłonięte granatową żaluzją, więc w pokoju jest ciemno. Na przeciwległej ścianie stało biurko z jasnego drewna, które było zawalone licznymi papierami, a nawet pudełkami po pizzy. Posprzątałaby po sobie świnia jedna. Zawsze się tłumaczy, że nie ma sił na to. Choć jak tylko dostanie sms od Arii, to dostaje takiego kopa energii i od razu pokój świeci się jak psu jajca. Ja nie wiem jak ta dziewczyna to robi, ale niech nie przestaje. Dobrze na niego wpływa. Pośrodku stało wielkie dwu osobowe łóżko, na którym był rozwalony blondas. Nad jego głową znajdowała się półka. Postawione były na niej nasze wspólne zdjęcia, modele samochodów i jego ulubiony misiek. Nie rozstał się z nim aż do dziś. Trochę przeszedł, nie ma jednego guzika służącego za oko, a lewa łapka ledwo trzyma się na swoim miejscu. Kiedy Lottie chce mu to zszyć, zawsze odmawia. Na podłodze wszędzie walały się poduszki. Musiałem uważać, żeby się o żadną nie wywalić. Podszedłem, a po chwili rzuciłem się na kumpla, na co wydał z siebie głośny jęk.
-Wstawaj Śpiąca Królewno!- krzyknąłem mu do ucha.
-Spierdalaj. –mruknął i zrzucił mnie na drugą połówkę łóżka.
Na głowę położył poduszkę, dając mi do zrozumienia, że chce jeszcze spać. Prychnąłem pod nosem i wstałem z łóżka, podchodząc do okna, by podnieść żaluzję. Pokój został momentalnie rozświetlony, przez słońce, które przyjemnie zaczęło grzać już od świtu. Trzeba korzystać z takiej pogody, bo zaraz może się niespodziewanie zmienić. Obróciłem się do kumpla, który nadal leżał zakopany pod pościelą.
-Dalej, Alexis! Rusz dupę. –złapałem za kołdrę i ściągnąłem ją z przyjaciela.
-Czy tobie się kurwa nudzi, że budzisz mnie w środku nocy? –mruknął niezadowolony, sięgając po to co trzymałem w rękach.
Widząc go w takim stanie, jest kompletnie uroczy. Blond końcówki roztrzepane na wszystkie możliwe strony, niebieskie tęczówki nadal wyglądały na zaspane, ale biją swoim błękitnym blaskiem, a jego niezadowolone miny mnie rozśmieszają. Przypomniały mi się czasy, kiedy zawsze w biedulcu budziłem go na śniadanie, bo nie raz na nie zasypał. Kusiłem go batonikiem, które chowaliśmy przed Barbarą, albo ostrzegałem, że obleję go wodą. Z chęcią bym to teraz zrobił, ale nie chce mi się iść po wiadro. Musiał bym zejść na dół, napełnić i wrócić z nim do góry. Za dużo roboty.
Znów położyłem się obok kumpla, wtulając twarz w jego poduszkę.
-Nawet nie wiesz jak cholernie. –powiedziałem nie wyraźnie w poduszkę. –Weź swój komputerek i choć sprawdzimy auta. – poprosiłem.
Spojrzał na mnie jednym okiem, unosząc brew.
-Daj mi spać. –burknął i odwrócił głowę w przeciwną stronę.
No kurwa ile można spać?
Złapałem za poduszkę z ziemi, a kiedy już chciałem przywalić w nią kumpla zauważyłem, że na ziemi leży coś czerwonego. Mogę się jedynie domyślać co to. Na mojej twarzy wpełzł szeroki uśmiech, kiedy sięgnąłem po rzecz Arii. Właśnie trzymałem w rękach, gustowne i sexowne stringi dziewczyny mojego przyjaciela.
-No, Alex. Nieźle się ostatnio zabawiliście. – kiedy kumpel rzucił w moją stronę zdziwione spojrzenie pomachałem koronkowym materiałem, szczerząc się jak głupi.
Szybko wyrwał mi je z rąk, a ja w głos się zaśmiałem. Dostałem w twarz poduszką, następnie wyzywał mnie od idioty, a ja nadal nie powstrzymywałem się od śmiechu. Aż brzuch zaczął boleć.
Poczułem, że łóżko nagle ugięło się i znów podniosło, co oznaczało, że chłopak wstał. Usiadłem wygodniej, ocierając oko, w którym zebrało mi się trochę przezroczystego płynu.
-A tak w ogóle, Ri będzie na wyścigu? –spytałem kiedy kumpel przeszukiwał szafę z zamiarem ubrania się.
-Mam nadzieję, że tak. Jeszcze mi napisze, ponieważ miała dziś jechać z mamą na zakupy. –odwrócił się do mnie trzymając coś w rękach, pewnie świeże ubrania.
Kiwnąłem głową na wznak, że przyjąłem informację.
Alex poszedł do łazienki, a ja postanowiłem tu na niego poczekać. Rozejrzałem się na półce i przyglądałem zdjęciom. Jedno przedstawiało jego na zjeżdżalni. Nie miał więcej niż 10 lat. Następne było ze mną i Chole. Oni chyba mieli po 12, a ja 15 lat. Nie mogę obie przypomnieć dlaczego tak szczerzyłem się do tego zdjęcia. Nie zastanawiając się dłużej przeniosłem wzrok na następne zdjęcie, które przedstawiało Dean’a i jego jak opierali się o auto starszego. Chyba było robione na pierwszym wyścigu Alex’a jakimkolwiek był. Jeszcze miał aparat na zębach. Sporo czasu od tamtego czasu minęło. To jest dziwne jak czas przemyka nam pomiędzy palcami. Nawet się nie spostrzegłem, kiedy zdjął aparat. Śmiałem się z niego jak na początku nie mógł się do niego przyzwyczaić i seplenił.  Westchnąłem i spojrzałem na kolejne zdjęcie, przy którym lekko się uśmiechnąłem i wziąłem go do ręki. Moja siostra leżała wtulona w blondyna, oboje spali. Pamiętam ten biwak. Zabrałem ich wszystkich nad jezioro, by uczcić początek wakacji i zdanie egzaminów przez Alex’a i Chloe. Był jeszcze Will z siostrą Vicky oraz Jack. Jak nic pamiętam jak próbowali przestraszyć dziewczyny. Założyli jakieś durne maski klauna, albo najczęściej używanych w horrorach, nie pamiętam i wyskoczyli z krzaków, drąc mordy. Laski piszczały na cały las. Zaśmiałem się na wspomnienie i odłożyłem ramkę ze zdjęciem.

Po tym jak cierpliwie poczekałem, aż blondas zje śniadanie, poszliśmy przygotować auta do wyścigu. Ja pochylając się w stronę silnika, dokręcałem ostatnią śrubę. Alex za to stał za mną odkładając narzędzia na półkę.
-Co tam piczki? –usłyszałem rozbawiony głos Dean’a. Odwróciłem głowę i spojrzałem na niego, jak szedł z wielkim uśmiechem na twarzy. Przewróciłem oczami na jego określenie i wróciłem wzrokiem na silnik.- Nie łaska poczekać? –poczułem jego obecność po mojej prawej stronie. Oparł się ramionami o auto, przyglądając się wraz ze mną mechanizmowi. – Co go boli? – spojrzał na mnie, a ja wyprostowałem się nie odrywając wzroku od samochodu.
Położyłem ręce na biodrach, nie przejmując się, że brudne dłonie pobrudzą mi bluzkę. Westchnąłem nie wiedząc co powoduje dziwny dźwięk.
-Przy zapalaniu dziwnie „stuka” – zrobiłem cudzysłów przy ostatnim słowie.
Widać było jak szatyn się zastanawia, marszcząc brwi. Spojrzał znów na silnik, sięgając ręką w jego głąb.
-Nie zmieszczę ręki.-mruknął. –Chloe! –krzyknął się na cały garaż.
Minęło kilka minut, a przyjaciółka nadal nie zeszła, więc szatyn podszedł do drzwi prowadzących do domu i znów się wydarł.
-Cholera, dajcie mi się ubrać!
-Możesz przyjść nawet w gaciach. Twoja ręka jest mi potrzebna! –oparł się o futrynę czekając na blondynkę.
Założyłem ręce na piersi i przyglądając się wymianie zadań dwójki. Zawsze wymiana kończyła się dla nas czymś śmiesznym, więc szykowałem się na odpowiedź blondyny i głośny śmiech Alex'a.
-Jak chcesz sobie ulżyć, znajdź sobie w końcu dziewczynę. – nagle w przejściu pojawiła się dziewczyna, ubrana w jeansowe spodenki i czarną luźną bokserkę z logo jakiegoś zespołu, którego nie kojarzę.  
Wraz z Alex’em zaśmialiśmy się w głos, a kumpel posłał nam wkurzone spojrzenie, na co jeszcze bardziej wybuchliśmy śmiechem. Blondyn, aż się pochylał, trzymając za brzuch. Mnie również zaczął już boleć, ale opanowałem się szybko, nadal martwiąc się o problematyczny dźwięk wydający moje kochane autko. Kiedy śmiech ucichł, a zamiast tego usłyszałem jak ktoś jęknął z bólu. Spojrzałem na kumpli, a bardziej na Alex’a jak masuje tył głowy z grymasem na twarzy. Pewnie dostał w tył głowy od szatyna. Pokręciłem głową rozbawiony. Dean nakazał dziewczynie sięgnąć ręką i coś sprawdzić. Pochyliła się nad silnikiem, a nasz wzrok od razu powędrował na jej pośladki. Przyjaciółka miała świetne ciało, na którym można było zawiesić oko. Niektórzy faceci jednak zwracają tylko na to uwagę, nie dostrzegając jaką jest mądrą i kochającą dziewczyną. Już nie jeden dostał ode mnie w pysk za wykorzystanie naszej Smerfetki.
-Skopię wam tyłki jak nie przestaniecie się gapić. –podniosłem wzrok na brązowe oczy blondynki, które biły złością.
Wysłałem jej przepraszający uśmiech, na co przewróciła oczami i wróciła do roboty. Dean nagle kazał mi iść odpalić auto. Kiwnąłem głową robiąc kilka kroków w stronę drzwi kierowcy, by wykonać prośbę kumpla. Usiadłem za kółkiem wyciągając rękę do stacyjki, łapiąc za kluczyk i przekręcając go, wciskając stopą sprzęgło. Silnik zawarczał, bez zbędnego stukania. Uśmiechnąłem się szeroko, dociskając trochę pedał, by znów usłyszeć przyjemny do ucha ryk. Kiedy już nacieszyłem się sprawnym autkiem, wyłączyłem silnik i wysiadłem.
- Jesteście genialni, dzięki. –uśmiechnąłem się do nich szeroko, podchodząc do dziewczyny, która starała się zetrzeć brud ze swoich rąk. Objąłem ją, przytulając do siebie, za co dostałem szmatką w twarz. – Już Cię nigdy nie przytulę. –mruknąłem, odrzucając ścierkę na szafkę.
Wyszczerzyła do mnie swoje perłowe ząbki, a po chwili ruszyła w kierunku wyjścia z garażu. Alex, zamykał maskę auta i zbierał narzędzia z ziemni, a ja poczułem, że starszy kumpel ciągnie mnie na stronę.
-Jesteś pewny co do wyboru? –jego głos brzmiał poważnie.
-Da radę. Ważne, żeby trzymał się tak jak ustaliliśmy, a wygramy. –odpowiedziałem pewnie, spoglądając na młodszego przyjaciela.
Na początku miałem co do tego obawy, by wziął udział ze mną w wyścigu, ale chce mu dać szansę. Niech wykaże się i zdobędzie trochę kasy.
-Nie wiem czemu, ale mam złe przeczucia. –westchnął, wkładając ręce w kieszenie i przerzucając ciężar z jednej nogi na drugą.
Poklepałem go po ramieniu upewniając, że wszystko się uda i nic takiego się nie wydarzy. No bo przecież, co może się stać. Alex nie jest głupi i wie jak się jeździ, sami go uczyliśmy, a nawet sam wiele się nauczył. Czym nas zaskoczył. Świetnie dryfuje, co mi się przyda w wyścigu. Umówiliśmy się, że będzie blokował przeciwników, kiedy ja będę prowadzić. Kasą dzielimy się po połowie. Będzie dobrze, musi być…

Wieczorem, czekaliśmy na umówionym miejscu gdzie miał się odbyć wyścig. Nasze dwa auta stały na linii startu, a my oparliśmy się o maskę mojego. Aria, jednak dała radę wpaść i przekazała pozdrowienia od jej mamy. Przytulała się do boku przyjaciela, obejmując go ramionami w pasie. Oni – jako para wyglądają, według Faith i Chloe, słodko. Ona o głowę od niego niższa, drobniutka dziewczyna zwykle ginie w uścisku Alex’a. Przyznaję, na początku sądziłem, że szybko się rozstaną. Może przez to, że byłem… Zazdrosny? Zabrała mi najlepszego przyjaciela. Mimo, że stara się równo poświęcać nam czas, brakuje mi wspólnych wygłupów, które robiliśmy każdego dnia. Lecz jednak się myliłem. Są ze sobą znacznie dłużej niż obstawialiśmy z Dean’em. Wszyscy polubiliśmy Arię. Jest miła, mądra, zabawna no i potrafi doprowadzić Alexa do porządku, za co kłaniam się jej do stóp, bo my wiele razy próbowaliśmy. Tego lenia nie dawało się oderwać od TV, by posprzątał w kuchni po obiedzie, albo swoim pokoju. Dziewczyna też jest wyrozumiała, gdy tylko zadzwonię w ważnej sprawie do Alex'a, kiedy jest u niej i chce, żeby przyjechał; pozwala mu, a on jest już po paru minutach. Na szczęście nie mieszka na końcu miasta. Aktualnie brunetka śmieje się jak wygląda w bluzie przyjaciela, która sięga jej do połowy uda zrównując materiałem z sukienki w kwiatowy wzór. Zaśmiałem się ze znajomej, kiedy łapała za jej koniec i kręciła biodrami na boki uśmiechając się szeroko. Wyglądała uroczo, a widok szczęśliwego Alex'a najbardziej mnie cieszył.
Odwróciłem wzrok od nich, by spojrzeć na Faith, która właśnie podeszła do nas wraz z Chloe i Vicky. Uśmiechnąłem się szeroko, na widok jej złocistych loków, niebieskiego spojrzenia i pięknego perłowego uśmiechu. Przyjrzałem się jej uważniej, ponieważ była ubrana w czarne botki na korku, tego samego koloru spodnie z dziurami na kolanach i zwykła biała luźna bokserka. Niby zwyczajnie, ale i sexownie. Złapałem ją za rękę przyciągając do siebie.
-Hej, Osiołku. –objąłem ją, patrząc prosto w jej oczy. Szerszy uśmiech ozdobił jej twarz, a ręce położyła na moim karku, po czym pochyliła się w moją stronę złączając nasze usta. Nie mogłem powstrzymać od uśmiechnięcia się i przysunięcia ją bliżej siebie. Po pocałunku sięgnąłem do jej ucha. – Mam nadzieje, że po wszystkim dostanę od Ciebie nagrodę.
Usłyszałem cichy chichot, więc spojrzałem na nią.
-Najpierw wygraj, później pogadamy. –musnęła szybko moje usta.
Jednak w tym pocałunku wyczułem, że znów się o mnie nie pokoi, jak przy każdym wyścigu. Niby wiele razy tłumaczyłem jej, że nie ma się o co bać, ponieważ wiem dobrze wiem co robię, ale ona i tak uparcie stała przy swoim. Dziś jednak postaram się z nią o to nie kłócić.
Odwróciła głowę, by przywitać się z Alex’em i Arią. Od razu odsunęła się ode mnie podchodząc do brunetki wychwalając jej sukienkę. Zaczęły całą tą paplaninę o zakupach do której dołączyły Chloe i Vicky, a my z Alex’em odwróciliśmy się do kumpli. Nie gadaliśmy długo, bo nagle usłyszeliśmy warkot innych aut. To wróżyło tylko jedno, nasz przeciwnik raczył się w końcu zjawić. Jestem trochę wkurwiony, bo my pojawiliśmy się przed czasem, a on się spóźnili. Dziewczyny przestały terkotać i skupiły swój wzrok na wysiadającym Parkerze i jego kumplach. Od razu zwróciłem się do Jacka, by zabrał je z dala linii mety. Skinął głową, podchodząc do nich. Udali się gdzie zaparkowali auta reszta znajomych, czekając na rozpoczęcie wyścigu. Odsunęliśmy się od aut, podchodząc do mojego największego wroga, któremu zawsze mam ochotę przywalić, za choćby najmniejsze słowo. Zaraz pewnie usłyszę jakiś krzywy tekst i się nie myliłem.
-Widzę, że gramy o coś więcej niż tylko auta. –zmarszczyłem brwi, a jego wzrok utkwił w jednym szczególnym punkcie za moim ramieniem. Obejrzałem się i zauważyłem jak Faith, spogląda w naszą stronę ze zmartwionym wzrokiem – Zdradź mi stary, jak bardzo jest ciasna?
Nie wytrzymałem i ruszyłem na niego, z zaciśniętymi pięściami, jednak zatrzymali mnie kumple, a Will szepnął, że robi to specjalnie. Stara się mnie wyprowadzić z równowagi, co mu się udało. Brałem głębokie wdechy, odliczając do 10. Znów spojrzałem na Faith, a ona zauważając, że na nią patrzę podniosła kciuk do góry. Pewnie chce mnie podnieść na duchu i uspokoić. Odetchnąłem i wróciłem do przeciwnika.
-Mocny jesteś tylko w gębie. Spróbuj tylko znów nie czysto zagrać, a dostaniesz gorzej niż na ostatnim wyścigu.- warknąłem, a on jedynie zaśmiał się na moje słowa i odwrócił się, kierując do auta.
Również postanowiliśmy wsiadać już do samochodów. Poklepałem Alex’a po plecach, dodając mu otuchy i dając ostatnie rady, by się skupił i nie myślał o niebieskich migdałach. Sam muszę się o to postarać, ponieważ byłem wyprowadzony z równowagi. Usiedliśmy za kółkiem, a ja jeszcze raz spojrzałem w stronę Faith. Bawiła się końcówką bluzki, chcąc ukryć zdenerwowanie, lecz to działało odwrotnie niż by chciała. Jak się to wszytko skończy wynagrodzę jej te wszystkie nerwy. Odwróciłem wzrok na Alex'a, który był gotowy i kiwnął do mnie głową lekko się uśmiechając. Również odwzajemniłem gest, a przed naszymi autami pojawiła się blondynka z mocno czerwonymi ustami. Zacisnąłem ręce na kierownicy, czekając aż dziewczyna nas wystartuje.
-Gotowi? - silniki wszystkich czterech wozów zawarczały- Start! - schyliła się, a my ruszyliśmy przed siebie.
Jak zwykle Parker musiał się popisywać i podniósł przód auta, jadąc na tylnych kołach. Kretyn, to go jedynie spowolniło, a my z Alex'em wykorzystaliśmy okazję wyprzedzając go. Trasa przewidywała przejazd przez większość miasta do St.George's Bridge, później trzeba zawrócić na rondzie St. Mary's Roundabout i z powrotem na start, gdzie wszyscy będą na nas czekać. Spoglądałem w lusterka, sprawdzając moją sytuację na torze. Alex jechał za mną kilka metrów od de mnie, blokując przeciwników. Świetnie sobie radził z czego byłem dumny. Skupiłem się na drodze wymijając inne auta. Jak na późną porę drogi nie były puste, co mnie zdziwiło. Gdy wjechałem na most, wtedy dopiero docisnąłem pedał gazu. Po mojej prawej nagle pojawił się Tom. Spojrzałem w tylne lusterko, a kumpel walczył o 3 pozycję z tym drugim. Przekląłem w myślach i skupiłem się na wyprzedzeniu przeciwnika, zmieniając kolejny bieg. Z każdą chwilą zbliżaliśmy się do ronda, a ten gnojek mocno trzymał się mojego boku. Jak go objedziemy, będzie trudno mi go wyprzedzić, a pewnie użyje swoich sztuczek, bym nie dojechał do mety cały. Nie pozwolę mu na wygraną. Jestem Furious, ksywka nie wzięła się znikąd. Zmieniłem bieg i wykorzystując jeden samochód przed nami, wjechałem przed Parkera. Rondo pokonałem czystym ślizgiem. Wjeżdżając na most w lusterku zauważyłem jak Alex sprytnie wjechał przed przeciwnika. Ucieszyłem się, jednak skupiłem uwagę na drodze przed de mną. Nic już nie jest wstanie pokonać Speed Master Team. Próbując wyminąć srebrnego Volvo usłyszałem pisk opon. Spojrzałem znów w lusterko i zauważyłem Alex'a próbującego złapać panowanie nad autem. Serce mi się na chwilę zatrzymało, a w myślach modliłem się by mu się udało. Kiedy zdołał to zrobić, nagle auto Parkera walnęło w tył jego wozu, a Bugatti wybiło się w powietrze. "Nie wiem czemu, ale mam złe przeczucia." - głowie zaczęły mi echem odbijać się słowa Dean'a z rana. Zrobiłem oczy wielkości funta, obracając auto i zatrzymując się. Zlekceważyłem przejeżdżających obok mnie przeciwników i wysiadłem. Wóz blondyna koziołkował parę metrów i wylądował na ziemi, na szczęście na kołach.
-Aleeeex!- wydarłem się, trzaskając drzwiami i pobiegłem do niego, by sprawdzić czy żyje.
Błagam oby tak było!
Szyby były powybijane, karoseria powykrzywiana, wgnieciona na wszystkie możliwe strony. Tak wiele robił by zdobyć ten wóz. Szukał i zbierał na niego miesiącami. Był jego oczkiem w głowie, rzadko nim jeździł. Jedynie na wyścigi i raz chcąc zabrać Ri na jedną z ich randek. Teraz to tylko z nim na złom.
Zauważyłem, że z głowy Alex'a płynie cienka stróżka krwi. Kapała prosto na jego ramię brudząc szczęśliwy t-shirt. Też mi szczęśliwy. Próbowałem otworzyć drzwi, ale były tak powyginane, że nie mogłem. Złapałem za ramę, nie zaważając na to, że kawałki szkła wbijają mi się w dłoń. Szarpnąłem z całej siły wyłamując drzwi. Po chwili poklepałem blondyna po policzkach, mówiąc do niego, ale nie reagował. Sprawdziłem czy oddycha, na szczęście tak jednak słabo.
-Cholera, Alex obudź się!- powtarzałem jak w matrynę, chcąc znów zobaczyć błękit tęczówek przyjaciela.
Nigdy tak nie pragnąłem jak teraz znów usłyszeć z jego ust głupich słów, że to żart i mnie wrobił, a później się na nim zemścić za to.
Doszedł do mnie dziwny dźwięk i zrobiło się nagle jaśniej. Spojrzałem w bok i zauważyłem ogień. Przekląłem głośno i szybko próbowałem wyciągnąć kumpla z auta. Pas się zablokował, więc sięgnąłem po scyzoryk, który dostałem od Chloe na 20 urodziny i przeciąłem pas. Alex'a przerzuciłem przez ramię idąc jak najdalej od auta, chcąc jak najdalej znaleźć się w jego zasięgu. Gdy wystąpił wybuch, poczułem mocne uderzenie w plecy, które wyrzuciło nas parę metrów dalej. Straciłem z rąk przyjaciela, a ja uderzyłem w coś twardego, tracąc przytomność.

Obudziły mnie czyjeś rozmowy. Nic z nich nie rozumiałem, bo słyszałem je jakby z daleka. Później dotarły do mnie dźwięki syreny karetki. Trzęsło się wszytko na prawo i lewo, przez co czułem jak wszystko podchodzi mi pod gardło. Próbowałem otworzyć oczy, ale mocna żarówka nie pozwalała mi na to. Skrzywiłem się, ale otwarłem je, rozglądając się po twarzach jakiś typów, którzy próbowali wbić coś w moją skórę. Otwarłem szerzej, strzepując ich ręce i szukając przyjaciela.
-Gdzie Alex?- spytałem spanikowany, ale nie dostałem odpowiedzi. Złapałem za bluzkę jednego z sanitariuszy, podnosząc się do pozycji siedzącej, przez co poczułem piekielny ból w plecach, ale bardzo chciałem wiedzieć, gdzie jest mój kumpel.-Gdzie jest Alex?! - warknąłem.
-Pański przyjaciel jest w drugiej karetce. -odpowiedział przerażony. -Jedziemy za nim.- dodał.
Puściłem go, kładąc się z powrotem skręcając się z bólu. Przeszywało mnie całego. Od głowy do palców u stóp. W co ja uderzyłem? Prawdopodobnie w barierkę. Lecz co z Alex'em? Żyje? Nic mu nie jest? To cholerne czekanie mnie coraz bardziej rozdrażniało, a w żołądku mnie ściskało. Pragnąłem by nic mu nie było. Nie zniósł bym poczucia winny, kiedy by coś mu się stało. I tak już się czuje. Pozwoliłem mu brać udział w niebezpiecznym wyścigu. Mogłem wziąć Dean'a, ominęło by się bez tej sytuacji. O czym ja sobie wtedy myślałem, zgadzając się na prośbę blondyna? Lecz ja.. Ja chciałem mu pokazać, że w niego wierze i ufam. Chciałem zobaczyć jak stara się, bym poczuł się z niego dumny oraz jak ze wielkim uśmiechem wychodzi z auta, ciesząc się z wygranej. Widzieć jak jego dziewczyna jest z niego równie dumna jak ja. Wiem, że nie błagał mnie tylko i z wyłącznie mojego powodu.
Czułem, że zaraz nie wytrzymam i się tu zrzygam. Nie, dłużej nie mogę. Przechyliłem się na bok, wyrzucając z siebie wszystko na podłogę. Nad sobą usłyszałem przekleństwo, ale i poczułem rękę, klepiącą mnie po plecach.

Skończyli wstępne badania, stwierdzając, że nie mam większych uszkodzeń jak kilka stłuczeń na plecach i nie wielki wstrząs mózgu, ale muszę zostać w szpitalu na dalsze badania. Zaniepokoiło ich moje wymiotowanie w karetce i ponowne stracenie przytomności. Nawet nie pamiętam kiedy zrobili mi większość badań. Podali mi na razie lek przeciw bólowy, który uśmierzył jak na razie ból w plecach.
Dowiedziałem się gdzie jest Alex i wyszedłem z gabinetu udając się jak najszybciej pod sale operacyjną. Kiedy zauważyłem, że wychodzi z niej jakaś pielęgniarka, podbiegłem do niej.
-Co z Alex'em? -spytałem zmartwiony.
-Nie mogę udzielać takich informacji, przykro mi. -powiedziała to nad wyraz spokojnie, a ja nie mogłem opanować bicia serca.
Ominęła mnie, a ja odwróciłem się za nią prosić o to, by mi cokolwiek powiedziała. Czułem się winny. Z każą minutą zżerało mnie od środka. Powinno być na odwrót. To ja tam powinienem leżeć, nie on! Przecież to jeszcze dzieciak, który ma wiele przed sobą. Niby ja też, ale nie chce żyć ze świadomością, że mam krew przyjaciela na dłoniach.
Zauważyłem biegnących przyjaciół, a na czele była Faith. Gdy tylko mnie zauważyła przyspieszyła.
-Louis nic Ci nie jest? - swoimi dłońmi badała najmniejszą ranę na mojej twarzy, a także złapała za dłoń, która była owinięta bandażem.
Każdy swój czyn oglądała z przerażeniem w oczach, jakbym był cały we krwi, a zadrapania były na pół twarzy. Złapałem za jej dłonie, mocno splatając nasze palce, prosząc by spojrzała na mnie. Jej błądzący niebieski wzrok po paru prośbach w końcu spotkał się z moim. Zbierało jej się na płacz, więc przytuliłem ją do siebie, szepcząc uspakajające słowa.
-Nic mi nie jest. - cmoknąłem ją w czoło, zgarniając jej blond kosmyki za ucho i gładząc kciukami jej policzki.
Westchnęła głośno i znów się we mnie wtuliła, szepcząc jak bardzo się martwiła.
I jeszcze to. Spowodowałem, że najbliższe mi osoby zagryzły paznokcie z obawy o mój stan.
-Gdzie Alex? - usłyszałem drżący głos dziewczyny przyjaciela.
Tego najbardziej się obawiałem, kiedy ich zobaczyłem. To że będę im musiał powiedzieć co się stało, a najbardziej zobaczyć reakcję Arii. Spojrzałem na drobną brunetkę w za dużej bluzie Alex'a. Przełknąłem ślinę, chcąc przygotować się na wypowiedzenie, nawet dla mnie trudnych słów i odwróciłem się do niej, ale długo nie mogłem znieść jej wzroku. Przetarłem więc twarz dłońmi i przeczesałam palcami włosy ciągnąc za nie i odliczając by się uspokoić.
-Alex...- zacząłem niespokojnie, opuszczając ręce wzdłuż ciała. Głos mi drżał, a w gardle czułem ogromną kulę uniemożliwiającą mi cokolwiek powiedzieć. - jest na sali operacyjnej. To w niego wjechał Parker.
Oczy kumpli powiększyły się dwukrotnie, ale jedynie przyglądałem się brunetce, jak jej oddech przyspieszył. Stała osłupiała, analizując moje słowa.
-C-co? -jęknęła się i złapała za włosy, kręcąc głową.
Zapewne nie chciała przyjąć do siebie tej wiadomości i nie dziwię się jej. Kto by chciał się dowiedzieć o wypadku osoby, którą kochasz nad życie? Nikomu tego nie życzę.
-Ri...
-Nie odzywaj się! -krzyknęła przerywając mi. Ludzie się na nas spojrzeli, ale brunetka nadal kontynuowała.- To wszystko przez Ciebie! - z każdym krokiem zbliżała się do mnie wskazując palcem- Jesteś idiotą, największym idiotą! - uderzyła mnie w pierś, ale dałem się jej wyładować.
Z każdym słowem waliła coraz mocniej sypiąc lawiną obelg w moją stronę, aż się rozpłakała i oparła czoło o mój tors. Objąłem ją ostrożnie, wtulając w siebie. Jej drobne dłonie zacisnęły się na mojej koszulce. Mamrotała pod nosem coś do siebie, a ja z każdym słowem starałem się mocniej ją do siebie przytulić, by się uspokoiła. Trzymałem w ramionach cały świat Alex'a, teraz muszę zrobić wszystko, by Parker zapłacił za każdą wylaną łzę Arii, jak i każdy siniak blondyna. Nie odpuszczę mi tego tak łatwo. Znajdę i zabije. Westchnąłem i spojrzałem na przyjaciół. Faith, podeszła do nas, gładząc dłonią plecy brunetki, Chloe wtuliła się w Dean'a, Jack usiadł na krzesłach, chowając twarz w dłoniach, a Vicky poklepywała go po plecach. Natomiast Will chodził od ściany do ściany.
Poprosiłem blondynkę, by zajęła się dziewczyną Alex'a. Kiwnęła głową i objęła brunetkę prowadząc do krzeseł. Ja natomiast podszedłem do Will'a, ciągnąc go po chwili za ramię, oddalając się od znajomych.
-Jesteśmy w dupie, Lou. Teraz gliny na bank nas zamkną. - mówił nie spokojnie, obawiając się, że wylądujemy za kratami.
-Zamknij się. - powiedziałem na tyle cicho, by nikt nas nie usłyszał. - Nie zamkną nas. Ustalmy tylko logiczne wytłumaczenie tej sytuacji. -dodałem spokojnie, a szatyn pokiwał głową, biorąc spory chust powietrza. Sam to samo zrobiłem, analizując wszystko co się wydarzyło, jednak widok lecącego samochodu, a później krwawiącego przyjaciela, skutecznie mnie blokował. - Słuchaj. Powiemy, że jechaliśmy do Ciebie na imprezę. Wytłumaczę się, że nie widziałem za wiele, bo jechałem z przodu.
-Dobra, ale jak wytłumaczymy się z prędkościomierza?
No tak, podczas większych wypadków, wskazówka zatrzymuje się na ostatniej prędkości jakiej jechał samochód.
- Może, to że Alex próbował mnie dogonić? - przejechałem palcami po czole starając się by cała ta historyjka dla glin brzmiała wiarygodnie.
Głowa zaczęła mi pulsować, co mi to wszytko utrudniało. Muszę usiąść, bo się zaraz przewrócę. Jednak biorąc głębsze wdechy stabilność mi wróciła i czułem się lepiej.
Przez kilka kolejnych minut uzgodniliśmy wszytko co powinienem powiedzieć policji, która pojawiła się szybciej niż myślałem. Zadawali większość pytań, które przewidzieliśmy z Will'em. Na ich szczęście. Jednak gdy doszło do pytania o sprawcę tego wypadku, aż zacisnąłem dłonie w pięści, co nie umknęło ich uwadze. Posłać Parkera do pudła? Stracił bym okazje na zabicie gnoja. Znając jeszcze nasz wymiar sprawiedliwości, nie posadzą go na długo. Chciałbym by był na mnie skazany do końca swojego pierdolonego życia, by cierpiał każdą minutą tak samo jak cierpi mój przyjaciel. Zadam mu taki sam ból.
Kątem oka zauważyłem, że Faith do nas podchodzi jednak trzyma się z dala, czekając aż skończę rozmowę. Potrzebowałem usiąść. Cofnąłem się dwa kroki i usiadłem na krześle.
-Jedynie co pamiętam to jak mijają mnie dwa czarne wozy, nic więcej. - zacząłem pocierać dłonią o dłoń, chcąc wywalić z głowy całe to wydarzenie.
-Oczywiście. -odezwał się jeden z policjantów, kończący spisywać każde moje słowo w małym notatniku. Denerwowało mnie to, że zamiast na mnie patrzeć jak coś mówię, to gryzmolili coś na kartce. - Skontaktujemy się jeszcze w postępie śledztwa. - spojrzałem na nich, przytakując.
Odmeldowali się, a ja spuściłem głowę, głośno wzdychając. Wpakowałem biednego Alex'a w niezłe gówno. Mam nadzieje, że po tym wszystkim będzie wstanie mi wybaczyć, bo nie zniósł bym rozłąki z nim. Jest denerwujący na swój sposób, ale się do tego przyzwyczaiłem. Do jego ciągłego bałaganu, lenistwa i narzekania na wszystko, kiedy ma się za coś wziąć. Jednak to nasz Alex. Jedyny w swoim rodzaju, który dodaje dużo śmiechu do naszego życia. Nidy nie zapomnę jak go spotkałem po raz pierwszy. W ten dzień, który trafiliśmy do domu dziecka wraz z Lottie. Nie wiedziałem kompletnie gdzie się podziać. Byłem przerażony całą tą sytuacją jak i odejściem rodziców. On wtedy do mnie podszedł, wyciągając dłoń i przedstawiając się. Zawahałem się. Jednak kiedy powiedział, że ma batoniki, przekupił mnie tym. Od razu pobiegliśmy do jego pokoju chowając się pod kołdrą zajadając się smakołykami. Jak na 5 latka był mądrzejszy niż by się wydawało. Uśmiechnąłem się krzywo na wspomnienie i schowałem twarz w dłonie.
Poczułem czyjąś rękę na moim udzie. Spojrzałem w bok widząc zmartwiony wzrok blondynki.
-Pójdziecie do więzienia? - spytała nie pewnie, ściskając przy tym dłoń.
-Nie, Faith. -podniosłem się obejmując ją, by wtuliła się w mój bok. Pocałowałem ją w czoło i pogładziłem plecy dłonią. - Wszystko będzie dobrze. -uspokajałem.
Podniosła głowę patrząc prosto w moje oczy. Kiedy to robiła, zbliżyłem dłoń do jej twarzy, gładząc policzek kciukiem. Zawsze na mój dotyk reagowała tak samo. Przymykała oczy rozkoszując się przyjemnym uczuciem, wtulając się bardziej w moją dłoń.
-A co jeśli nie będzie? -spytała szeptem znów obdarzając mnie widokiem jej pięknych błękitnych tęczówek.
-Musimy wierzyć, że będzie. -złożyłem czuły pocałunek na jej ustach, po czym pozwoliłem się w nią bardziej we mnie wtulić.
Rozejrzałem się po znajomych jak Vicky stara się uspokoić swojego brata, Dean i Chloe siedzą obok zapłakanej Arii, a Jack klęczy z kubkiem wody przed nią prosząc by choć trochę wypiła.
Co ja spowodowałem głupim 'tak'? Ból, cierpienie, łzy najbliższych, a Parker teraz śmieje się ze mnie i pewnie jest dumny z tego co zrobił. Strzelił w sedno chcąc zabrać mi najbliższą mi osobę, powodując że czuję się z ich wszystkich najbardziej winny.
-Musze porozmawiać z Arią. -wytłumaczyłem się blondynce, odsuwając się od niej.
Zrozumiała mnie kiwając głową. Wstałem i podszedłem do czwórki przyjaciół. Poprosiłem, by nas zostawili, a od blondyna wziąłem kubek z wodą. Może mi się uda ją namówić. Kiedy odeszli, uklęknąłem podobnie do kumpla, zauważając spuszczoną twarz brunetki. Włosy nie do końca nie zasłoniły jej czerwonego nosa od pociągana nim oraz mokrych policzków po których ciągle spływały nowe krople łez. W dłoniach ciągle ściskała końce bluzy. Była roztrzęsiona i załamana. Sam miałem ochotę płakać, ale muszę być twardy. Dla nich, by ich wspierać, mówić, że będzie dobrze, bo musi być. Sięgnąłem dłonią do jej policzka ścierając większość łez, jednak na wiele się to zdało, bo nadal płakała. Podniosłem jej głowę, by na mnie spojrzała. Zapłakane piwne oczy, lekko zaczerwienione podniosły się, patrząc na mnie. Poczułem jeszcze większą winę za to co się stało.
-Przepraszam. - szepnąłem odkładając kubek na siedzenie obok i przyglądałem się dziewczynie, która zaciągnęła znów nosem i starając się uspokoić postrzępiony oddech
Znów pogładziłem kciukiem jej policzki, patrząc na nią ze wymazaną skruchą. Złapała za moją dłoń, ściągając ją ze swojej twarzy, po czym chwytając ją w swoje dłonie.
-Nie twoja wina. -szepnęła.
Odetchnąłem z ulgą wiedząc, że nie wini mnie już za wszytko. Podniosłem się i cmoknąłem ją w czoło, po czym chciałem usiąść obok. Złapałem za kubek, by na nim nie usiąść, prosząc by się napiła, bo wygląda blado. Nie chciałbym, żeby teraz nam tu zemdlała z nadmiaru wrażeń. Wzięła kubek w drżące dłonie i upiła kilka łyków. Podniosłem głowę, kiedy usłyszałem westchnięcie ulgi ze strony Jack'a. Uśmiechnął się do mnie lekko, kiwając głową. Czułem, że on jak i ja myślał, że będzie wszystko dobrze.
-Louis?- zaczęła cicho podnosząc na mnie wzrok z nad kubka. Kiwnąłem głową, by kontynuowała.- Co jeśli go nie uratują? -głos się jej łamał- Nie pożegnałam się z nim. - szybko znów ją przytuliłem, bo nowe łzy spływały po jej twarzy.
Starając się uspokoić brunetkę nagle drzwi od sali się otworzyły, a za nich wyszli pielęgniarki ciągnąc łóżko, na którym leżał Alex. Wstaliśmy wraz z Ri z miejsc, parząc na niego. Był bady, a siniaki i rany kontrastowały z jego skórą. Miliony kabli jaki i rurek było podłączonych do jego klatki piersiowej i ręki. Jedna pani trzymała w górze jakiś płyn, który spływał do jego krwiobiegu, pewnie dając ulgę w bólu. Nie mogę sobie wyobrazić jak go to wszystko musi boleć. Tak bardzo chciałbym to wszystko z niego zdjąć. Aria, poszła za nim, a ja podszedłem do doktora, który zapisywał coś na kartce.
-Panie doktorze co z nim? - spytałem.
Podniósł na mnie swój zmęczony wzrok, później na przyjaciół za moimi plecami.
-Doznał urazu głowy i kolana. Będzie w śpiączce, przez kilka dni. 2-3 maximum. Jednak obawiamy się, że może trafić się amnezja. Na razie tyle wiemy. Musimy czekać aż się wybudzi. - położył dłoń na moim ramieniu- Proszę być cierpliwym.
Śpiączka? Amnezja? Jego słowa wbiły mnie w ziemię. Żołądek wykręcił się na drugą stronę, a przed oczami rozmazał mi się obraz. Poczułem się słabo. Straciłem władzę nad nogami i zacząłem się cofać. Gdyby nie ktoś, kto złapał mnie w porę wylądował bym na ziemi. Bałem się, że to Ri zaraz nam zemdleje, a okazało się inaczej. Kręciło i pulsowało mi się w głowie. Oddechy stawały się cięższe, a klatka piersiowa zaczęła nie przyjemnie piec. Ktoś podniósł moją głowę i poraził tęczówki mocnym światłem, na co skrzywiłem się i odwróciłem twarz.
-Zabieramy go na badania. -usłyszałem nad sobą, głos doktora.
-Nie- zaprzeczyłem szybko, wyciągając przed siebie ręce, by do mnie nie podchodzili. Widząc, że obraz się znów wyostrzył, spojrzałem na wystraszone miny przyjaciół. -Dajcie mi chwilę, już jest dobrze.-odpowiedziałem siląc się na spokojny ton.
-Panie Tomlinson musimy...
-Powiedziałem, że jest dobrze. -powtórzyłem wcześniejsze słowa, chcąc by już poszedł i zostawił nas samych.
Potrzebowałem po porostu przyjąć do siebie wiadomość o stanie przyjaciela.
Starszy pan westchnął i odszedł, a przed sobą zobaczyłem moją dziewczynę z kubkiem wody. Spojrzałem na nią, a ona poprosiła bym wypił. Wziąłem kubek, od razu wypijając kilka łyków.
-Jesteś uparty. -stwierdziła siadając obok mnie.
-Widziałaś, gdzie zabrali Alex'a? -spojrzałem na nią.
-Kilka sal dalej. -wskazała w głąb korytarza. -Cała reszta już tam stoi.
Kiwnąłem głową i wypiłem resztę wody. Wyrzuciłem kubek do koszyka i znów wbiłem wzrok w podłogę, by uporządkować w głowie kłębiące się myśli. Blondynka objęła moje ramę wtulając się w nie.
- To przez ze mnie.- stwierdziłem, na co spojrzała na mnie marszcząc brwi.- Zgodziłem się choć wiedziałem z kim się będziemy ścigać. Wpakowałem Alex'a w niebezpieczeństwo. -westchnąłem chowając twarz w dłonie.
Miałem ochotę rzucać nagle wszystkim co podwinie mi się pod rękami. Zabić Parkera, by zdychał powoli. Cierpiał tak mocno jak przyjaciel, zapłacił za każdą łzę. Ja nie wiem jak się teraz opanowywałem. Może przez to, że byliśmy w miejscu publicznym, albo byłem tak przybity stanem przyjaciela oraz poczuciem winy.
-Skarbie, to nie twoja wina. -złapała w dłonie moją twarz, kierując ją na siebie - Takie rzeczy się zdarzają.
-Ale mogłem to przewidzieć, albo posłuchać Dean'a rano. - załamałem się i oparłem głowę o ramię dziewczyny, która od razu zareagowała, obejmując mnie i dłonią przejeżdżając po plecach.
Gdybym to pewnie zrobił, Alex pił by teraz ze mną piwo, jak po każdym wyścigu. Wymieniali by się z Jack'iem jakimiś głupimi żartami, które pewnie tylko oni rozumieją. Mimo tego i tak wszyscy się śmieją bardziej z ich głośnych i denerwujących śmiechów.
Chciałbym być w domu, siedzieć koło blondyna, który popijając piwo rozmawia z resztą ekipy z dużym uśmiechem. Przysłuchiwać się i raz po raz wtrącić coś swojego. Później złapać za pady i grać na konsoli do północy. Widzieć jego wybuch radości, kiedy zdobędzie gola, budząc przy tym Lottie oraz usłyszeć jak krzyczy, że mamy się zamknąć. Później krzyknąć razem przeprosiny lub zaśmiać się i wrócić do gry.
Chce jeszcze z nim zagrać w nogę wraz z przyjaciółmi, skacząc na jego plecy, kiedy zdobędę gola. Przeczesywać palcami jego blond końcówki oraz słysząc jak jęczy z niezadowolenia, szybko poprawiając fryzurę.
Patrząc jak w ciągu dnia 30 razy podchodzi do lodówki, by coś wyżreć i krzyczeć, że znów jest pusta.
-Nie myśl o tym. - odbiegł do mnie cichy szept Faith, która lekko się odsunęła chcąc spojrzeć na mnie, lecz ja miałem spuszczony wzrok. Jej palce złapały za moją brodę podnosząc ją, a jej oczy wyrażały zmartwienie. - Nie jesteś jakimś medium, żeby to przewidzieć. Chciałeś dobrze. Alex jest Ci wdzięczny za danie mu szansy.
Spojrzałem na nią zaciekawiony jej słów.Wiedziałem, że się cieszy, ale nigdy nie mówił, że mi dziękuje za ten cały pierdolony wyścig.
-Skąd wiesz?
-Rozmawiałam z nim kilka dni temu.- uśmiechnęła się lekko, ściskając w swojej dłoni moją.- Był podekscytowany i szczęśliwy.
Przed oczami pojawił się obraz Alex'a całego w skowronkach, z wielkim bananem na twarzy. Na mojej również pojawił się nie kontrolowany uśmiech, który nie umknął uwadze mojej dziewczynie. Mocniej chwyciła za rękę, wstając i ciągnąc mnie do przyjaciół. Podniosłem się, idąc za blondynką. Serce łomotało mi coraz mocniej bliżej sali gdzie stali znajomi. Zbliżyliśmy się do nich, a Dean poklepał mnie po plecach. Dodał mi otuchy, czego potrzebowałem.
Zauważyłem, że Aria stoi przed drzwiami, wahając się czy wejść. Podszedłem do niej.
- Wszystko w porządku? -spytałem cicho na co skierowała swój wzrok na mnie.
-Wejdź ze mną. - poprosiła.
Zgodziłem się, otwierając drzwi i wpuszczając ją pierwszą. Zrobiła kilka pierwszych kroków nie pewnie, przyglądając się osobie leżącej na łóżku. Wszedłem za nią, zostawiając przymknięte drzwi. Spojrzałem na Alex'a leżącego nie ruchomo, całego bladego i podpiętego pod durne pikające urządzenia, które powoli mnie denerwowały. Nie mogłem jednak patrzeć na jego siniaki oraz rany z których nadal sączyła się krew i brudziła bandaże. Stałem w miejscu i nie mogłem się ruszyć. Do czego ja doprowadziłem?  Natomiast Ri, powoli i ostrożnie podeszła do niego. Przyglądałem się jej, jak drżącą dłonią chwyciła jego rękę. Spuszczając głowę znów rozpłakała się. Chciałem go od tego wszystkiego odpiąć i wziąć ze sobą do domu, by znów był przy nas. Moje nogi chciały się ugiąć widząc go w takim stanie i słuchając płacz Arii. Moja wina. Moja wina. W mojej głowie cięgle obijały się te słowa. Złapałem za włosy mocno za nie ciągnąc. Oddech mi przyspieszył, miałem ochotę wrzeszczeć, by oddali mi Alex'a. Poczułem jak ktoś próbuje mnie wyprowadzić z pokoju. Szarpałem się z nim tak długo, aż nie znaleźliśmy się przed szpitalem.
-Puść mnie, kurwa! -wyrwałem się w końcu, odpychając od siebie szatyna.
-Uspokój się, Louis. - powiedział Dean starając się złapać ze mną kontakt wzrokowy, lecz ja chodziłem wszędzie i kopiąc w koła jakiegoś samochodu nie interesując się kogo jest.
Wyładowywałem swoją złość, którą dusiłem w sobie od dłuższego czasu. Żałuje, że nie mam pod rękami Parkera, spożytkował bym to rozsądnie, a nie walił w jakieś przypadkowe samochody.
-Uspokój się? -spojrzałem na niego-Uspokój się?!- powtórzyłem podnosząc ton głosu- Jak? To nie ty prawie zabiłeś najlepszego przyjaciela!-krzyczałem, a ludzie przechodzący obok nas patrzyli na nas ze strachem, omijając na dużą odległość. - Przez ze mnie Alex może nas nie pamiętać. - głos mi się załamał, bo świadomość co będzie po tym jak się obudzi mnie przeraziła.
Jak to będzie dalej wyglądać? Wszystko od nowa? Co jeśli się po tym od nas odwróci, bo nie będzie nas pamiętać? Wspólne chwile nagle odejdą w nie pamięć? Ja nie wiem czy dam radę dać mu tak po prostu odejść. Nie, nie! To nie może się wydarzyć! Zaczynam świrować.
-Panie Tomlinson. -odwróciłem głowę za głosem z nie tutejszym akcentem, patrząc na niziutką pielęgniarkę o brązowych,lekko zakręconych włosach do ramion i niebieskoszarych oczach. - Doktor prosi pana na ostatnie badania.
Westchnąłem głośno i zgodziłem się idąc za dziewczyną, a kumpel przy mnie poklepując po ramieniu.

Proszę, Alex. Nie zostawiaj nas...

Przez ostatnie 3 dni, przesiadywałem w szpitalu. Najbardziej ze względu Arii, która za żadną cenę nie chciała odejść od Alex'a na chociażby centymetr, trzymając jego rękę. Ciągle czekamy cierpliwie na jakikolwiek ruch ze strony przyjaciela. Tak przez ten czas zamartwiałem się blondynem i brakiem apetytu Ri, że zapomniałem kompletnie o Parkerze. Dopiero dziś, kiedy obok mnie przejechał szary Lexus. Kiedyś był podobnym na wyścigu. Miałem ochotę cofnąć samochód i jechać za nim, by sprać go na kwaśne jabłko. Jednak powstrzymałem się i dalej kontynuowałem jazdę do szpitala.
Przechodząc przez korytarz, trzymając pudełka z jedzeniem dla Arii, rozglądałem się po osobach mijających mnie. Nie którzy chowali wzrok, a inny uśmiechali się przyjemnie, ponieważ widzą mnie tu już któryś dzień z kolei. Kiedy chciałem złapać za klamkę i wejść do pokoju, gdzie leży Alex, nagle sama się uchyliła, a przede mną pojawiła się pielęgniarka Moni, która zajmowała się blondynem. Zmieniała kroplówki itp.
-Hej. -przywitałem się, kiedy na mnie spojrzała.
-Witam. -skinęła głową, uśmiechając się lekko, po czym zrobiła krok z bok, pozwalając mi wejść do przyjaciela.
Podziękowałem, robiąc pierwszy krok do sali, gdzie Ri już na mnie patrzyła, ocierając policzki. Westchnąłem wiedząc, że znów płakała, a prawdopodobnie pielęgniarka próbowała ją pocieszyć. Podszedłem do niej, by przyjaźnie przytulić.
-Chloe z Dean'em zrobili dla Ciebie lazanie. - podałem jej pudełka.
Wzięła je nie pewnie w dłonie i od razu odłożyła na parapet, a zaraz za pewne usłyszę, że zje później. Tak wie, że nie wyjdę stąd dopóki pudełka nie będą puste.
Przez te ostatnie dni zbliżyliśmy się do siebie. Cieszę się, że Alex ma taką dziewczynę. Jej opowieści jak spędzają czas na prawdę miło mi się słuchało, a ja w zamian opowiedziałem kilka z naszego dzieciństwa, chcąc by trochę się uśmiechnęła. Zwykle słuchała mnie wpatrując się w blondyna, zapewne wyobrażając sobie go w danej sytuacji. Nie przeszkadzało mi to, nawet wręcz przeciwnie. Nie widziała jak czasami załamywałem się pod napływem wspomnień, których przyjaciel może nie pamiętać. Nie wiem czemu, ale przed usłyszeniem diagnozy mówiłem wszystkim, że będzie dobrze, a teraz to mi muszą to powtarzać, bo widziałem cały czas czarne scenariusze.
Odwróciła się, poprawiając za dużą bluzę na ramionach.
-Dla mnie też macie? - usłyszeliśmy cichy zachrypnięty głos, lecz nie należał do brunetki.
Odwróciliśmy głowy prawie na złamanie karku patrząc na Alex'a, który przygląda nam się z lekkim uśmiechem. Staliśmy jak słup soli.. Czułem od dziewczyny, że boi się do niego podejść. Kompletnie nie wiedziałem jak zebrać słowa, które kłębiły mi się w myślach. Czy nas pamięta?
-Co tak na mnie patrzycie? -starał się podnieść, ale jęknął i skrzywił się, wracając do poprzedniej pozycji. - Co ja tu robię? -rozejrzał się po sali.
Poczułem jak drobniutka dłoń brunetki zacisnęła się na moim ramieniu.
-Miałeś wypadek. - zacząłem ostrożnie, a jego oczy powiększyły się do rozmiarów funta. -Co pamiętasz?
Alex się zastanowił, spuszczając wzrok na swoją nogę w gipsie. Ręka Ri zacisnęła się bardziej, na co spojrzałem na nią. Złapałem za jej palce, chwytając by dodać jej otuchy. Obawiałem się najgorszego, przez co nie mogłem opanować bicia serca.
-Pamiętam jedynie jak szykowaliśmy się do wyścigu. - spojrzał na nas i zmarszczył brwi.- Czemu trzymasz moją dziewczynę za rękę?
Od razu się puściliśmy jak poparzeni. Usłyszałem odetchnięcie ulgi ze strony Arii, która szybko podeszła wręcz się na niego rzucając. Zaraz mu zrobi krzywdę, ale mimo tego się uśmiechnąłem, a Alex znów jęknął, więc się odsunęła.
-Strasznie się martwiłam. - głos jej drżał jak jej dłonie w które chwyciła twarz przyjaciela.
Postanowiłem pójść po lekarza, dając im chwilę dla siebie.
Byłem szczęśliwy jak głupek. Miałem ochotę skakać ze szczęścia i krzyczeć, że się obudził. Wrócił do nas.

Po powiadomieniu lekarza, oraz reszty znajomych, czekaliśmy wszyscy, aż skończą badania. Każdy był podekscytowany i nie posiadał się z radości. Jednak nie którzy byli spięci - Will - widząc, że obok nas czekają również gliny na zeznanie Alex'a. Walnąłem go ze dwa razy, by się ogarnął.
W końcu wyszedł lekarz od razu informując nas o wynikach, przewracając jakieś kartki.
-Państwa przyjaciel nie pamięta jedynie kilka godzin przed wypadkiem, do znacznie lepiej niż się spodziewaliśmy. Badania wykazały, że nic się z mózgiem poważniejszego nie stało, więc chłopak ma wiele szczęścia. -podniósł głowę z nad karty, uśmiechając się do nas. - Możecie wejść. - przepuścił nas, a my całą gwarą chcieliśmy ruszyć do pokoju przyjaciela.
-Przepraszamy, musimy porozmawiać z poszkodowanym. -odezwał się jeden z funkcjonariuszy, stając przed nami, następnie odwracając się, by udać się do Alex'a.
Chciałem wyprzedzić ich i zatrzymać mówiąc, że nie będzie rozmawiał bez ze mnie, ale Dr. Fox mnie ubiegł, kładąc dłoń na ramieniu jednego z policjantów skutecznie go zatrzymując.
-Powtórzę, pacjent nie pamięta wypadku, a nawet kilka godzin przed, a zeznanie teraz pod naciskiem może źle wpłynąć na pacjenta.- następnie kazał policjantom się oddalić, a nam wejść do sali.
Weszliśmy do sali, ja jako ostatni, pozwalając znajomym przywitać się z leżącym Alex'em. Ustawiłem się przy oknie, opierając się tyłkiem o parapet, by przyjrzeć się jak Faith stara się delikatnie uścisnąć blondyna, lecz Chloe nie szczędziła mu bólu, waląc w ramię i mówiąc jak strasznie się musiała przez niego martwić i wynagrodzi jej za to. Pokręciłem rozbawiony głową. Są jak rodzeństwo. Raz się kłócą i nie odzywają do siebie przez kilka dni, a raz nie mogą po prostu bez siebie żyć, spędzając ze sobą sporo czasu.
Cały ciężar z serca spadł mi tylko, gdy przyjaciel rozpoznał nas. Nie zniósłbym jego straty. Był ze mną w najgorszych chwilach, zawsze przy moim boku wpierając i nie tylko.
Świat bez niego był by nudny, po prostu nudny.
-Wybaczcie, ale mógłbym porozmawiać z Louis'em? - spojrzałem na niego zdziwiony, a przyjaciele na mnie.
Nie wiedziałem o co mu chodzi, ale kiwnąłem głową by pozwoli nam ze spokojem porozmawiać. Poczekałem drapiąc się po karku, aż Aria odsunie się od chłopaka dając ostatni pocałunek i zniknie za drzwiami. W pokoju byliśmy tylko my i niezręczna cisza.
-Pomóż mi usiąść, bo szlak mnie trafi. -mruknął zdenerwowany.
-Czekaj. -podszedłem do łóżka, dusząc odpowiednie guziki podnosząc część pod głową, dając wygodniejszą pozycję kumplowi,który odetchnął z ulgi.
Odwdzięczył się lekkim uśmiechem oraz poklepał miejsce obok siebie proponując bym usiadł. Zrobiłem to nie pewnie, patrząc na kumpla.
-Opowiesz mi co się stało?
Spojrzałem na niego zdziwiony.
-Ale leka...
-Pierdole na nich. -przerwał mi, przewracając oczami- Wcześniej i tak się dowiem, a wole od Ciebie.
Spuściłem głowę, nie chcąc pogorszyć stanu kumpla. Co mam mu powiedzieć?
-Prawdę, Lou...
Jakby gnojek czytał mi w myślach. Zaczerpnąłem powietrza, chcąc dać sobie odwagi, by znów przywrócić wspomnienie, które za wszelką cenę próbowałem z siebie wywalić.
Opowiedziałem szczegół po szczególe. Chciałem, by w pewnym momencie mi przerwał, ale tego nie zrobił, słuchając mnie bardzo uważnie. Nie przyjemnie widoki lecącego wozu i krwawiącej głowy kumpla powróciły z dwojoną siłą, wyżerając dziurę w moim sumieniu.
-Wyciągnąłem Cię z auta, które później wybuchnęło. Reszty nie pamiętam, bo obudziłem się dopiero w karetce. - skończyłem opowiadać i po raz pierwszy odkąd zacząłem mówić spojrzałem na niego, a jego niebieskie oczy patrzyły na pościel i wyglądał jakby się nad czym solidnie zastanawiał.
-A Parker? - podniósł głowę.
-Jeszcze go nie dorwałem. -westchnąłem- Obiecuję, że to zrobię. -zacząłem pospiesznie, zaciskając dłonie w pięści.
-Poczekaj aż wyjdę ze szpitala. -zmarszczyłem brwi - Sam mam ochotę wyrwać mu nogi z dupy. -ułożył się wygodniej, patrząc w sufit.
Ja spuściłem głowę, rozluźniając się i zaczynając się bawić palcami. Muszę wziąć się w garść.
-Wybacz mi. - powiedziałem cicho jakbym nagle stracił głos. Czułem jego wzrok na sobie, a ja nie potrafiłem znieść znów jego spojrzenia. Sprawiłem mu i nie tylko wiele bólu. Aria płakała, Will chodził zdenerwowany, Chloe zachowywała się dziwne... -Przez ze mnie tu leżysz, przez ze mnie Ri wypłakiwała oczy, przez...
-Zamknij się! -uciszył mnie, a ja spojrzałem na niego. Wyglądał na złego i miał do tego prawo. - Czy Ciebie popierdoliło, czy popierdoliło, zwalając na siebie czyjąś winę? -Teraz będzie mi tłumaczyć, że to nie ja, a ktoś inny. Spojrzałem przed siebie, wzdychając. Zachowuje się jak przyjaciel, ale ja i tak mam poczucie winy za to wszystko. - Uratowałeś mi życie.
-Najpierw je narażając. -odpowiedziałem szybko, tak samo jak później poczułem ból w ramieniu.
Dziwne, że Alexis ma siły na taki cios. Skrzywiłem się, pocierając ręką miejsce, gdzie przed chwilą mnie walnął.
-Sam wybłagałem od Ciebie bym jechał! Nie robił bym tego, gdybym nie wiedział w co się pakuje. - podniósł głos, tak samo jak maszyna zaczęła szybciej pikać. Spojrzałem na nią widząc jak bicie serca kumpla przyspieszyło. Wstałem z miejsca, łapiąc go za ramiona zmuszając go by znów się położył oraz powtarzając, że ma się uspokoić. Ułożył się wygodniej, wzdychając głośno. Denerwujące dźwięki ustały, wybijając znów spokojne jego bicie. Odetchnąłem z ulgą, zabierając ręce z przyjaciela, a on nagle złapał mnie za łokieć.- Dzięki za wszystko. -W jego oczach zauważyłem wdzięczność, a po chwili uśmiech wpełzł na tę denerwującą mnie czasami twarz. Odwdzięczyłem gest, poklepując go delikatnie w policzek. Zaśmiał się odwracając głowę.- Przytul przyjaciela! -rozłożył ramiona, czekając na mój ruch, a ja jedynie popatrzyłem na niego jak na idiotę.
-Fuu, spadaj.-przeczesałem palcami jego blond końcówki, na co jęknął i walnął mnie w rękę - Od tego masz Arię.
-Właśnie. -nagle wypalił przestając się śmiać. - Weźcie ją, nawet siłą. Niech się wyśpi.
-Nie ma sprawy.
Nagle rozległ się huk. Obejrzeliśmy się w stronę drzwi widząc leżących na podłodze Will'a, Dean'a, którzy przyciskają biednego Jack'a, który jęczał by z niego zeszli. Zaśmialiśmy głośno, po czym spojrzeliśmy na mijającą ich brunetkę, ostrzegając Alex'a, że łatwo się jej nie pozbędzie, siadając na krzesełku obok jego łóżka. Westchnięciem spojrzałem na moją dziewczynę, która z wielkim uśmiechem przygląda się trójce idiotów próbujących wstać. Gdy jej niebieskie tęczówki skierowały się na moja osobę, nie potrafiłem pohamować wygięcia kącików ust w górę. Podeszła do mnie, więc objąłem ją, wtulając w swój bok. Po chwili poczułem jej słodkie wargi na moim policzku, pozostawiając jeden ze swoich ciepłych pocałunków. Za to bardziej ją do siebie przytuliłem.
Ri nadal nadawała, że go tu nie zostawi, a on ją namawiał by jednak poszła do domu. Kłócili się zawzięcie. Spojrzałem już na rozgarniętych chłopaków, wołając by zwrócili na mnie uwagę. 3 paty oczu skierowały się w moją stronę, a ja od razu kiwnąłem na dziewczynę przyjaciela. Bez większego tłumaczenia, podeszli do niej, łapiąc w pasie. Wrzeszczała jak szalona, przez co na chwilkę współczułem blondynowi, że musi ją znosić. Zaśmiałem się widząc ją jak trzyma się futryny drzwi, za wszelką cenę nie chcąc się stąd ruszać.
-Przypilnujcie jej! - wrzasnął Alex.
-O to się nie martw. -mrugnąłem do niego, kierując się w stronę wyjścia.
Przepuściłem blondynkę pierwszą, a ona nagle pobiegła za resztą chcąc uspokoić brunetkę, która mimo krzyków, trochę się śmiała. Zapewne Dean ją łaskotał. Robili hałas na cały szpital i zaraz ktoś ich opierdoli. Oni nigdy nie potrafią być cicho. To jest właśnie ich urok, a brakuje jedynie głośnego śmiechu Alex'a. Odwróciłem się do niego, zanim postawiłem krok poza jego salę.
-Wracaj szybko do nas. - uśmiechnąłem się, na co odwzajemnił skinieniem głowy.
Wyszedłem z pokoju zamykając za sobą drzwi, jednak z wielką ulgą na sercu, a nie tak jak przez ostatnie dni. Teraz wychodzę z uśmiechem na twarzy, a nie przybity stanem przyjaciela i widokiem znikającej w oczach jego dziewczyny, która mało jadła przez stres i nie tylko. Odetchnąłem głęboko. Co najważniejsze nasze wspólne chwile nie uleciały gdzieś w ciemną, czarną dziurę zapomnienia.
Odwróciłem się do przyjaciół. Aria nadal zapierała się by wrócić do blondyna. Podbiegłem szybko do nich, łapiąc dziewczynę za ręce i wyprowadziliśmy ją ze szpitala.



_____________________________________________________________________
I jak kolejny prompt? Oczywiście nie porównujcie mojego Louisa  z tym prawdziwym. To MÓJ punkt widzenia i oddala się od Furious'a.

Cały prompt oparł się na punkcie widzenia Louisa na Alex'a. Skupiłam się wyłącznie na ich przyjaźni, którą uważam za najwspanialszą. Nie ważne, że wiecznie się sprzeczają, czasami biją lub Lou nabija się z blondyna, nazywając go Alexis. Tak zachowują się kumple, którzy nie mają przed sobą tajemnic. Pamiętam jak czytałam #Furious rozdział 26 gdzie na końcu jest napisane, że jedynie Alex wie co konkretnie się stało z rodzicami Louisa i Lottie. Wzruszyłam się wtedy, bo ufa mu bezgranicznie. To się nazywa prawdziwa przyjaźń, na którą każdy w życiu zasługuje. Sądzę, że oboje mają szczęście mając siebie nawzajem. #LOUIX4EVER