poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Magical Time


12 maj 2013

*perspektywa Moni*


Już lekko wstawiona i na chwiejnych nogach wraz z koleżankami weszłyśmy do klubu nocnego. Przyszłyśmy tu na after party po pokazie Matthewa. U niego była lekka stypa, więc czmychnęłyśmy by świetnie się bawić, w jednym z najlepszych klubów w Londynie. Dziewczyny chichotały i podskakiwały jak szalone, chcąc kolejną dawkę alkoholu. Rozejrzałam się po klubie, ponieważ gdy przekroczyłyśmy próg, oczy nie jednego z chłopaków skierowały się w naszą stronę, a ja czułam ich palące spojrzenia na sobie. Uśmiechnęłam się zadowolona i poprawiłam dół sukienki. Każdy mój najmniejszy ruch był obserwowany, więc cieszyłam się, że dziś wyeksponowałam swoje nogi. Trzeba zrobić z nich teraz użytek. Powiedziałam dziewczyną, by za mną ruszyły. Przemierzałam przez korytarz, wcale nie przeciskając się do baru. O nie. Moni Blue tego nie robi. Jeden krok pewny krok, stukot mojego obcasa, a chłopacy ustępują drogę. Nie patrzyłam na żadnego, chcąc jak zwykle się pobawić. Za to moje koleżanki, już szukały ofiary spośród moich nowych adoratorów. Zwykle zabierają najsłabsze ogniwa, więc ułatwiają mi sprawę. Wspięłam się na wysoki stołek przy barze i zamówiłam drinki dla siebie oraz moich znajomych, które właśnie dotarły do baru. Chloe usiadła obok mnie, a gdy pojawił się jej drink szybko zaczęła opróżniać szklankę. Zachichotałam na jej widok oraz dostrzegłam jej rumieńce na policzkach.
-Gorąco Ci? - uniosłam brew spoglądając na blondynkę o brązowych oczach oraz o ton ciemniejszej karnacji niż moja.
Spojrzała na mnie i odłożyła szklankę na balat z ciemnego drewna, prosząc o kolejną dolewkę. Barman, na którym zawiesiłam troszkę oko, a bardziej na jego umięśnionych ramionach, postawił resztę drinków i skinął głową zabierając jej szklankę. Chwyciłam swoje martini i upiłam łyka, czułam jak słodki płyn rozlał mi się na języku. Zamruczałam wewnętrznie zadowolona i kątem oka spojrzałam na Kate oraz Scarlet, trzymające swoje drinki w dłoniach spoglądające na parkiet. Pora zatańczyć - postanowiłam w myślach.
Poczułam na swoim policzku usta Chloe, mówiąca o jakiś łowach i ruszyła w stronę jakiegoś wysokiego bruneta. Chyba bruneta. Za daleko, bym mogła to ocenić. Wytarłam jej szminkę z policzka, po czym wypiłam resztę swojego napoju, by zejść ze stołka i ruszyć na parkiet, ciągnąc za sobą koleżanki...

*perspektywa Liama*


Siedziałem w cichym gabinecie, wypełniając mnóstwo papierów, czytając je uprzednio bardzo uważnie. Nie koniecznie mi się chciało, ale taka praca. Na kalkulatorze wyliczałem zyski swoich wszystkich klubów i wyszło na to, że mógł bym otworzyć kolejny, ale z tym na razie się wstrzymam. Odłożyłem na chwile długopis i rozciągnąłem się, czując nie przyjemny ból w plecach. Wziąłem swoją szklaneczkę z whisky z lodem i podszedłem do okna weneckiego obserwując ludzi w klubie. Wszyscy tańczyli, pili i świetnie się bawili. Barmani biegali z jednego końca baru do drugiego chcąc obsłużyć, każdego spragnionego klienta. Kiwnąłem zadowolony głową z ich pracy i rozejrzałem się za znajomymi, którzy mówili, że dziś wpadną. Jednak nigdzie nie mogłem ich odnaleźć. Zmarszczyłem brwi, myśląc już że jednak zmienili plany, gdy nagle usłyszałem otwieranie się drzwi z hukiem. Spojrzałem w bok, widząc już rozpromienionego Harry'ego od nadmiaru alkoholu, który z rozchylonymi ramionami podchodził do mnie krzycząc moje imię. Pokręciłem rozbawiony głową i odwzajemniłem uścisk przyjaciela, klepiąc go po plecach na powitanie. Po chwili dostrzegłem resztę kumpli widząc,że chyba Zayn jest na tyle trzeźwy nie rzucając mi się na szyję. Odłożyłem szklankę i oderwałem od siebie Loczka, posadzając go na fotelu.
-Wiecie to, że jestem właścicielem nie oznacza, że możecie mi wychlać wszystkiego. - pokręciłem rozbawiony głową, a brunet jedynie machnął ręką, sięgając po moje whisky.
No to się napiłem - westchnąłem i oparłem się o blat biurka.
Louis i Niall spoglądali na tańczących ludzi pewnie szukając jakiś dziewczyn, za to Zayn podszedł do mnie i stanął obok.
-Jak idzie? - spytał spoglądając na porozrzucane papiery.
-Świetniej niż myślałem. - kiwnąłem głową - Starczy na następny klub.
Uśmiechnął się szerzej, kiwając głową i poklepał mnie po ramieniu.
Usłyszałem pukanie, wiec pozwoliłem gościowi wejść. W drzwiach stanął jeden z ochroniarzy, troszkę zmachany widząc, że spieszył się z tą wiadomością. Lou i Ni, zaczęli pogwizdywać głośno, ale zignorowałem to i wyprostowałem się, czekając na wypowiedz Marco.
-Trzy dziewczyny tańczą na barze i mówią, że nie zejdą. - zmarszczyłem brwi.
Odsunąłem rozbawionych chłopaków od okna dostrzegając dziewczyny wymachujące biodrami, oraz tłum gapiów, cieszących się z taniej rozrywki. Pokręciłem lekko rozbawiony głową i zszedłem na dół. Chłopaki widząc co robię, podreptali za mną, a bardziej wyprzedzili, by nacieszyć się tańczącymi, pianymi dziewczynami. Oprócz Zayna. Przysiadł się przy barze, nawet niczego nie komentując, zamawiając szklankę whisky.
-Koniec moje panie, schodzimy!- mówiłem starając się przekrzykując muzykę.
Zerknęła na mnie jedynie blondynka w białej sukience, chichocząc pod nosem i stuknęła w ramię brunetkę przed nią, która była tyłem do mnie, kręcąc w sexowny sposób biodrami w rytm muzyki. Dość przyjemny widok, ale to nie bar ze striptizem, choć chłopaki żałują. Na chwilę zawiesiłem wzrok na jej długich nogach, chodź wydawała się stosunkowo niska. Odwróciła głowę w stronę przyjaciółki, a kiedy ta wskazała na mnie, spojrzała w tą stronę, wręcz mrożąc mnie swoim niebieskim spojrzeniem. Skupiłem wzrok na jej smukłej twarzy, pełnych ustach oraz na policzkach, na których były już delikatne rumieńce. Ukucnęła przed de mną, jeszcze bardziej eksponując nogi na co oblizałem spierzchnięte usta.
-Bo co? Zabraniasz nam tańca? - spytała pewna siebie.
-Będziesz tańczyć sama? - wskazałem na jej przyjaciółki, które Niall i Harry ściągnęli z baru, porywając na dalsze wygibasy.
Mruknęła coś nie wyraźnego pod nosem i jedynie usiadła na barze, biorąc swoje buty w ręce. Przyglądałem się jej jak zakłada szpilki na drobne stópki, chwilę ciesząc oczy jej nogami, których chyba nie zapomnę. Gdy zauważyłem, że chciała zejść. Pomogłem jej łapiąc w tali i odstawiając ją na ziemi. Tak jak myślałem. W szpilkach ledwie sięgała mi nosa.
-Wybacz, za moich kumpli, że zabrali Ci towarzyszki. - uśmiechnąłem się do niej lekko, nadal trzymając ją w tali.
Spojrzała na mnie zła i strzepnęła moje dłonie, następnie poprawiła swoją sukienkę.
-Następnym razem zamknij ich gdzieś, szefuńciu. - warknęła.
Odwróciła się napięcie, zarzucając włosy na jedno ramię. Na jej plecach dostrzegłem tatuaż, jednak mało w tym świetle cokolwiek widziałem. Pokręciłem rozbawiony głową i jeszcze przez chwilę przyglądałem się jak ten sexowny, drobny tyłeczek znika w tłumie.



8 listopad 2014


*perspektywa Moni*



Wysiadłam z samolotu i przemierzałam w stronę odbioru bagażu. Za mną dreptała moja asystentka Ronnie, rozmawiając z kimś z rodziny przez telefon. Gdy dostrzegłam swoją i znajomej walizki od razu je chwyciłam postawiając na ziemi. Brunetka uśmiechnęła się do mnie w podzięce, na co odwzajemniłam gest naciskając okulary na nosie. Wolną ręką wyciągnęłam z kieszeni spodni telefon, wyłączając tryb samolotowy. Już po paru sekundach przyszło mi kilka setek mali, sms i nie odebranych wiadomości. Większość od niechcianego kolesia, o którym za wszelką chciałam zapomnieć i udawało mi się przez 3 lata. Jednak hrabia postanowił o sobie przypomnieć. Nie spostrzegłam się, a reporterzy czekali przed lotniskiem wypytując o nadchodzący pokaz oraz błyskając mi fleszami po oczach. Poprawiłam okulary spuszczając głowę przeciskając się przez chmarę sępów. Ochroniarz, zabrał nasze walizki,a ja wsiadłam na tył auta. Wtedy znajoma się rozłączyła, wzdychając głośno.
-Nie przyzwyczaję się do tego. - schowała swój telefon i odłożyła torebkę na bok.
-Niestety musisz. - uśmiechnęłam się lekko i poklepałam po kolanie.
Kiwnęła jedynie głową, wyglądając za okno i przyglądając się pięknu Wenecji. Piękne słońce przecierało się, przez niewielkie chmurki. Zaraz po rozpakowaniu się, mam zamiar przejść się najlepszymi uliczkami, by napawać się pięknem tego miasta. Może nawet przepłynę się gondolą? Choć, nie. Jeszcze się przewróci i się utopię. Tak, nie umiem pływać. Jakiś problem? Mniejsza. Odpisywałam na ważniejsze maile, umawiając swoje spotkania dopiero za tydzień, ponieważ postanowiłam zrobić sobie tydzień wolnego. Po tym pokazie należy mi się, a co. Wybrałam numer do jednego ulubionego fotografa i spojrzałam przez okno upajając wzrok w pięknymi kwiatami, które upiększały miasto.



9 listopad 2014



Będąc za kulisami, denerwowałam się jak nigdy. To pierwszy mój własny pokaz w stolicy mody. Jest tu tyle sław, a ja nie mogę dać plamy. Wszystko musiałam dopiąć na ostatni guzik. Biegałam od modeliki do modelki, poprawiając im najmniejsze detale, by na pokazie wyglądało jak bez skazy. Ręce mi się pociły, a ja czułam jakby mi się rozmazywał makijaż przez krople potu na czole. Niby nigdy się nie denerwuje, jestem bez uczuć i zimna jak skała. Jednak jeśli chodzi o moją kariere, która jest na pierwszym miejscu zaczyna mną nosić. Emocje biorą górę i nie mogę się skupić. Jeden błąd i mogę się pożegnać z tym wszystkim. Każdy zmiesza mnie z błotem, a ja nie wiem czy poradzę sobie z taką krytyką, kiedy włożyłam w to całe swoje serce, pot, krew i czas. Którego mam najmniej, oczywiście. Poprawiałam wraz z wizażystką włosy jednej z modelek, denerwowały z każdą chwilą, kiedy nie chciały układać po mojej myśli. Zdenerwowałam się na tyle, że rozczesałam jej włosy, a po chwili potargałam na wszystkie strony. Modelka zachichotała pod nosem, bo nie targałam mocno, byle by zrobić z nich artystyczny nieład jak podczas wstawania. Wizażystka spryskała jej włosy by się utrzymały, cały pokaz. Oparłam dłonie na biodrach przyglądając się innym modelką. Kiedy nagle poczułam ramiona otulające mnie w pasie. Odwróciłam głowę dostrzegając brązowe włosy. Zachichotałam rozpoznając przyjaciółkę po tatuażach na ramionach.
-Caro, puść mnie pracuje. - uśmiechnęłam się szeroko.
-Ja tu przyjeżdżam specjalnie, a ty jeszcze marudzisz. - odsunęła się naburmuszona.
Odwróciłam się do niej, mocno obejmując i całując w policzek na powitanie. Strasznie cieszyłam się, że tu jest, że mam kogoś kto mnie wesprze w tych trudnych chwilach. To tak jakby ktoś zdjął ze mnie ciężar. Poczułam się spokojniejsza i z nowymi siłami, by zmierzyć się z tym pokazem.

Po pokazie, było after party. Mnóstwo osób gratulowało mi świetnego pokazu i podziwiali mój talent. Z jednej strony stała znudzona Caro, a z drugiej asystentka podekscytowania poznania czołowych osób z branży mody. Spojrzałam na przyjaciółkę, która chyba popija już trzeci kieliszek szampana.
-Skarbie, zwolnij. - zachichotałam, mówiąc na nią lecz nie patrząc, odwzajemniając wciąż uśmiechy posyłane w moją stronę.
Co chwilę uściskałam czyjąś dłoń, albo moja została scałowywana przez mężczyzn. Niezwykłych mężczyzn, a z klasą i sexownym tyłkiem. Zawiesiłam wzrok na jednym w idealnie skrojonym na nim granatowym garniturze wraz z czarną koszulą, pod marynarką. Oblizałam usta, kiedy spoglądał w moją stronę. Podniósł kieliszek również skinając głową z uznaniem, na co podniosłam swój uśmiechając się do niego czarująco.
-Nudzi mi się tu. - jęknęła nie zadowolona. - Zawsze tu tak nudno? - odłożyła kieliszek na stół.
-Wytrzymaj jeszcze trochę.
Dostrzegłam jak Stefano Gabbana podchodzi do mnie z szeroko uśmiechnięty i rozłożonymi ramionami. Nie czekał długo i od razu wysypał lawinę słów jak bardzo podobał się mu pokaz. Starałam się słuchać go uważnie, ale Car postanowiła się bawić wcięciem tyłu mojej sukni. Nie wiem co próbowała zrobić. sprawdzić czy mam stringi, czy co? Strzepnęłam jej dłoń, lecz na marne, bo znów to robiła ciągnąc mnie za sukienkę jak małe dziecko mamę w sklepie. Jaka czasami potrafi być denerwująca. Jednak kocham ją. Dopiero po kilku minutach, gdy Stefano odszedł odwróciłam się do niej, a ona uśmiechnęła się szeroko widząc, że mnie zdenerwowała. Pokręciłam głową z dezaprobatą.
-Dobra, pogratulował Ci już każdy. - złapała mnie za dłonie i zaczęła energicznie potrząsać- Ja również z całego serca gratuluje Ci po raz setny. - przyglądałam się jej uważnie, podczas całego tego długiego monologu, jak jej oczy znudzonych, zmieniają się na błagalne. - Proszę Cię. Chodźmy do klubu, bo ten rodzaj szampana jest najgorszy jaki piłam. - gdyby mogła uklęknęła by na kolana.
-Ey, sama wybierałam. - powiedziałam oburzona, marszcząc brwi. - Nie mogę zwiać z własnego After party. -pokręciłam głową.
-Ronnie Cię zastąpi. Poradzi sobie.
Na jej słowa asystentka zwróciła się na mnie w szoku kompletnie się tego nie spodziewając. Ja również spojrzałam na przyjaciółkę myśląc, że zwariowała, albo już szybko alkohol pokręcił w jej małej główce. Jej mina przypominała coraz bardziej kota ze Shreka, albo słodkiego psiaka. Dobrze wiedziała, że jak tak robi to ciężko mi jej odmówić i wykorzystywała to dość często. Westchnęłam i zgodziłam się, na co podskoczyła parę razy w miejscu i pobiegła po nasze torebki. Wytłumaczyłam asystentce co ma tłumaczyć gościom dlaczego zniknęłam. Skinęła głową przyjmując informację, a rozglądając się po sali czmychnęłam do przyjaciółki, która stała przy tylnym wyjściu. Wzięłam swoją własność, następnie ciągnąc ją za sobą, by jak najszybciej zniknąć z brudnego zaułka oraz znaleźć się jak najdalej od tego miejsca, by dobrze zabawić się z kumpelą w jednym z najlepszych klubów w Wenecji. Poprosiłam znajomą by zawołała taksówkę, nie chcąc zwrócić na siebie fotoreporterów. Zgodziła się, a kiedy pojazd zaparkował przed nami szybko do niego wsiadłyśmy, prosząc o dojazd pod dany adres. Kiedy taksówka ruszyła nie potrafiłam przestać się uśmiechać nie wierząc, że uciekłam z własnej imprezy. Lecz życie jest za krótkie. Korzystać trzeba póki się jest młodym. FOREVER YOUNG!
Będąc już w klubie i popijając drink za drinkiem bawiłyśmy się świetnie razem, skacząc i poruszając się w rytm muzyki. Nie miałam dziś na to odpowiedniej sukienki, ponieważ miałam ją do ziemi i bardziej na wystawne bale, niż na zabawy w kluby, ale na szczęście dół był luźny dzięki czemu mogłam nim machać na różne strony, by ukazać nogi. Chłopacy kręcili się wokół nas nie odrywając wzroku, oraz dołączając do tańca. Carolain nie odwzajemniała zalotów, ponieważ od miesiąca ma chłopaka, którego poznała przez ze mnie i sesje w kiślu. Tak, tak wiem. Brzmi dziwnie, ale to był pomysł jej chłopaka, który chciał sprawdzić jakie jest życie modela. Nie chciał stać jak każdy w miejscu, więc wymyślił se basen i kisiel. Pamiętam, że ciągle odkładałam sesje stroi kąpielowych, bo nie miałam na nie pomysłu. On spadł mi z nieba. Nie dość, że sesja sprzedała się w milionach nakładach, a jego morda pojawiła się na pierwszej okładce, to jeszcze świetnie się przy tym bawiliśmy, dopóki nie wylądowałam w basenie. Wrzucił mnie do niego. I od tamtej pory darłam z nim koty. Ciągle się denerwujemy nawzajem i wyzywamy od najgorszych. Czasami jest zabawnie, ale irytuje mnie ten chłopak jak nigdy. Lecz nie jest jeszcze taki zły jak jej kuzyn. Ten to szkoda słów.
Przejdźmy do miejsca w którym się znajdowałyśmy. Stałam przy barze, popijając swoje ulubione martini wymieniając wzrok z przystojniakiem na drugim końcu baru. Przegryzłam wargę, gdy oblizał swoje usta, by następnie napić się swojego whiskey. Odsunęłam się od baru mając zamiar podejść do chłopaka, ponieważ nie znoszę, kiedy czekam aż facet zrobi ten cholerny pierwszy krok. Lecz nie było mi dane nawet zbliżyć się do faceta, bo przyjaciółka z całych swoich sił szarpnęła mnie za ramie wyprowadzając z klubu. Byłam kompletnie zdezorientowana jej zachowaniem. Nawet się porządnie nie upiłam. Wyrwałam się z jej uścisku dopiero przed klubem.
- Caro, co Ci odbiło?! - spojrzałam na nią zdenerwowana, marszcząc brwi.
-Nie ma o czym gadać wsiadaj szybko! - zwołała taksówkę.
Patrzyłam na nią w niezrozumieniu.
-Nie rozumiem Cię. - pokręciłam głową i chciałam wrócić do klubu, jednak szarpnęła mnie za ramie zatrzymując mnie.
-Tam jest David.
Zamarłam. Dosłownie na parę minut zapomniałam jak się oddycha, mówi, rusza, cokolwiek. Jedno imię, tyle bólu, wspomnień wracających z podwójną siłą. Walnęły we mnie, że gdyby nie przyjaciółka zaciągająca mnie do taksówki, popłakała bym się patrząc tępo w klub, czekając aż chłopak wyjdzie. Jego słowa zaczęły obijać mi się o uszy "Suka.","Chciałem sexu." Kilka słów które zniszczyły mnie dosłownie i zmieniły w to kim jestem. Suką bez serca preferująca jedynie sex. Faceci chcą tylko jedno i dostają to. Nie ważne, czy jednemu nagle zechce się związku. Odsyłam go z kwitkiem w zapomnienie.
Siedząc na tylnym siedzeniu, auta i wgapiając się w ekran swojej komórki, gdzie co chwila przychodziła nowa wiadomość od niego, zaczęłam szlochać. Nie potrafiłam się opanować. Przyjaciółka zareagowała szybko przysuwając mnie do siebie i odbierając telefon. Zamknęłam oczy chowając twarz w zagłębiu jej szyi. Był spokój. Byłam wolna, a on nagle postanowił mi to wszystko zniszczyć. Po cholerę znów On. Czemu mnie tak ten świat nienawidzi?
Dotarłyśmy do hotelu w którym się zameldowałam. Zasłoniłam dłońmi oczy i spuszczałam głowę, chowając się za przyjaciółką, by nie pokazać, że płakałam.Unikałam odpowiedzi na pytania reporterów i szybko wręcz wyprzedzając Caro weszłam do hotelu, kierując się do windy. Zdjęłam po drodze szpilki, które utrudniały mi szybkie przejście dystansu. Złapałam za dół sukni i weszłam do małego pomieszczenia, a za mną przyjaciółka, w którą od razu się wtuliłam chowając twarz w jej ramieniu. Jej dłoń gładziła pocieszająco moje plecy. Dopiero gdy winda się zatrzymała, a na nas spojrzała para starszych osób, odsunęłam się od niej i złapałam za jej dłoń, by następnie udać się do pokoju. Po drodze wciągnęłam kartę od pokoju i przesunęłam ją przez czytnik odblokowując drzwi, które pchnęłam. Rzuciłam torebkę na fotel, po czym podeszłam do łóżka od razu się na nie rzucając.
-Moo,skarbie. - westchnęła.
Poczułam jak ugina się łóżko, a po chwili jak przyjaciółka przytula się do moich pleców, kadząc głowę na ramieniu, a dłonią przejechała wzdłuż ręki, by następnie spleść nasze palce. Płakałam i przestać nie mogłam. Wszystko było beznadziejnie.
-On nie miał prawa psuć mi tego dnia. -zaszlochałam w poduszkę.
Przyjaciółka się nie odezwała, bardziej przytulając się do mnie.
Dopiero po paru minutach się uspokoiłam i powoli podniosłam pociągając nosem. Przyjaciółka zeszła ze mnie i od razu otarła policzki, by zetrzeć rozmazany makijaż, który nawet został na pościeli hotelowej. Mój telefon jak dzwonił, tak nie przestał. Miałam ochotę nim rzucić o ścianę, by przestał wydawać już denerwujące dźwięki. Przez niego moja ulubiona piosenka, przestała mnie cieszyć. Westchnęłam i wstałam z łóżka, kierując się do łazienki, by obmyć twarz. Gdy to robiłam, zdziwiłam, że dzwonek nagle ucichł i było słychać krzyki Caro. Zdenerwowała się bardziej niż ja.
Sięgnęłam po ręcznik by wytrzeć buzię, po czym spojrzałam na swoje odbicie, które wręcz mnie przeraziło. Szybko odwróciłam wzrok i wzięłam gumkę, by związać swoje włosy. Wyszłam z łazienki, zauważając jak brunetka siedzi na łóżku, podrzucając mój telefon.
-Co się dzieje?- spytałam.
-Mówiłam o jednym magazynku? - spojrzała na mnie ze złością w oczach którą chciała wyładować na chłopaku.- Zmieniłam zdanie. Wezmę siedem. - mruknęła i spuściła wzrok znów na moją własność.
Przetarłam dłońmi twarz i znów weszłam na łóżko,od razu kładąc głowę na jej kolanach.
-Nie da mi spokoju prawda?
-Oj da, już ja się o to postaram. - jej dłoń znalazła się na moim pliczku, delikatnie go gładząc. Automatycznie wtuliłam się mocno. - Co mam zrobić, byś już nie smutała? - powiedziała po chwili smutno.
-Po prostu bądź. - szepnęłam.
-Nigdzie się nie wybieram.
Kiedy bardziej się wtuliłam ona zaczęła bawić się moimi włosami. Starałam się nie myśleć o tym wszystkim. Nie przypominać sobie o nim, o naszych spacerach, uściskach, pocałunkach, no i... eh. O moim pierwszym razie. Mama zawsze powtarzała, że pierwszy raz powinien być z tą osobą, którą naprawdę kochasz. Ja go kochałam. Naprawdę kochałam i nie wiem czy nadal tego nie robię. Pogubiłam się, co wcale nie ułatwia mi życia.
Z zamyśleń wyrwał mnie głos Caro.
-Wiesz, ty chciałaś tego typa z baru, a ja chyba mam dla Ciebie lepszą partię. - gdy zdziwiona na nią spojrzałam, uśmiechała się szeroko, a w jej oczach widziałam te iskierki podstępu.
Zawsze tak robi gdy próbuje mnie z kimś zeswatać, myśląc, że z tym skończę tak jak ona gdy poznała swojego Louisa. Ładna z nich para, co nie oznacza, że dureń mnie wkurza.
-Niby kogo? - uniosłam brew.
Byłam po prostu ciekawa, chodź i tak w myślach sądziłam, że to nie najlepsza pora na poznawanie kogoś, by się z nim związać tak na dobre. Ja zresztą nie potrafię. Uciekam, zawsze uciekam od takich długo trwałych związków bojąc się, że znów zostanę skrzywdzona.
-Jest wysportowany, opiekuńczy, lubi Cię, a nawet bardzo i.. - ucięła spoglądając na telefon - chce tu przyjechać... - na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, widząc naszą rozmowę jeszcze z przed pokazu, kiedy to pisał, że z chęcią by przyjechał się ze mną spotkać, a ja odmawiałam.
Po pokazie miałam mieć tydzień przerwy od pracy, który chciałam spędzić sama w Wenecji. Kolejny facet na głowie nie był w moich planach. Chciałam odpocząć od każdego człowieka płci przeciwnej. Myślałam o wspólnie spędzonym czasie z Cariś. Jakieś wypady, zakupy... Jak za dawnych czasów, zanim spotykała się z Lou. Chodź muszę się pogodzić z tym, że już nie będę miała ją jak kiedyś na wyłączność, tylko dla mnie. Samolub ze mnie, ale ja ją pokochałam pierwsza.
Wyrwałam jej telefon z ręki, dostrzegając włączoną skrzyknę z wiadomościami.
-Znów chcesz mnie zeswatać z Liam'em?
Liam Payne, przyjaciel Louisa - chłopaka Caro. Brunet, starszy o rok, znacznie wyższy o brązowych oczach, perłowym i szerokim uśmiechu oraz delikatnym zarostem. Miał być moim partnerem na ślubie kuzyna brunetki, lecz niestety z powodów spraw rodzinnych musiał wracać do domu. Ze ślubu mało pamiętam, bo upiłam się jak nigdy, że nawet nie pamiętam jak wróciłam do pokoju. Lecz wróćmy do chłopaka.. Spotkaliśmy się jednak później. Chciał mi wynagrodzić swoją nie obecność, więc pojechaliśmy na kawę do dość miłej kawiarenki. Rozmawiało mi się z nim naprawdę dobrze, chodź często czułam zakłopotanie, gdy dość intensywnie mi się przyglądał. Policzki mi piekły, dłonie się pociły oraz coś, czego długo nie odczuwałam, ten ścisk w brzuchu, kiedy się uśmiechnął. To było dziwne. Od spotkania minęły 3 miesiące, ale czasem pisał do mnie, więc kontaktu nie urwaliśmy.
Spojrzałam na wiadomości i jak zwykle musiała do niego napisać, ponieważ na wyświetlaczu pojawiła się wiadomość właśnie od niego. Odblokowałam ekran i weszłam w wiadomości. Odczytując sms, usiadłam wygodniej na łóżku, opierając się o jego zagłówek.

W czasie kiedy odpisywałam chłopakowi, przyjaciółka przyglądała mi się z uśmiechem na ustach. Zerknęłam na nią kątem oka i widząc ten zaciesz na ustach, lekko mnie przerażała. 
-Co? - spytałam nie rozumiejąc konkretnego powodu jej wyszczerzu na ustach. 
Uniosłam brew, a ona przysunęła się bliżej, układając głowę na moim ramieniu. Nie powstrzymałam się od cmoknęcia ją w czubek głowy, kiedy ta wtuliła się w mój bok.
-Wiesz, że on przylatuje tu dla Ciebie? 
Na jej słowa miałam ochotę się zerwać z miejsca na równe nogi. Byłam w szoku. Dla mnie?
-Jak to? - spojrzałam na nią - Przecież pisałam, żeby nie przylatywał. - westchnęłam i oparłam głowę o zagłówek. - Maczałaś w tym palce. 
-Nie, nie, nie. - odsunęła się ode mnie, na co lekko posmutniałam, bo zrobiło mi się troszkę zimno.- On mi napisał, że przylatuje bo... - urwała się na chwile, a na jej twarzy można było wykryć lekkie zakłopotanie, co dało mi nie wielkie podejrzenia. - Mniejsza, on chce Cię zobaczyć i chronić, przed sama wiesz kim. - Zmarszczyłam brwi, zastanawiając się nad jej wypowiedzią. Czegoś mi nie mówiła, ale też wspomniała o Nim, chodź nie wspomniałam nic w sms'ach z brunetem. - Powiedział, że żaden facet nie powinien krzywdzić tak wspaniałej dziewczyny jak ty. - dodała, kładąc dłoń na moim ramieniu, przez co poniosłam wzrok z nad telefonu na nią. 
Nie wiem czemu, ale wyobraziłam sobie jak Liam spotyka się twarzą twarz z Davidem. Pięści w ruch, krew, siniaki... Chłopacy są równego wzrostu, podobnej postury, no może Li troszkę bardziej. Na pewno skończyło się to fatalnie.
Przetarłam dłońmi twarz, chcąc wyrzucić sobie z głowy bójkę chłopaków. Westchnęłam głośno układając się wygodniej na łóżku, a brunetka zrobiła to samo wgapiając się w raz ze mną z sufit. Spojrzałam na chwile na telefon, widząc rozmowę z Liamem. Nie wiem czemu, ale gdzieś w głębi cieszyłam się, że przyjedzie.
-Naprawdę przyleci? - spytałam cicho.
-Taaak. - w jej głosie było słychać rozbawienie i wiedziałam, że w tej chwili na pewno się uśmiecha -A co? -musiałam opanować cisnący się na ustach uśmiech, po czym wzruszyłam obojętnie ramionami.-Chcesz, żeby tu przyjechał. -dźgnęła mnie w żebra, na co się skrzywiłam i walnęłam ją w dłoń, by przestała. 
Reszta dnia wyglądała na dokuczaniu sobie, a zwłaszcza mi. Rzucałam w nią poduszką, śmiałyśmy się w głos. Brakowało mi takiego naszego wspólnego czasu na wygłupianie się. Słuchać jej śmiechu, widząc jej szeroki uśmiech, to coś co zawsze postawiało mnie na nogi i tym razem znów jej się udało. Wiedziała jak mnie pocieszyć i znała mnie lepiej niż kto inny. Wiedziała jak w prawić mnie w zakłopotanie i z chęcią cały czas to wykorzystywała wspominając o Li. Na samo jego wspomnienie, robiło mi się ciepło, dawno nikt nie wywoływał u mnie takich emocji. 
W czasie filmu wymieniałyśmy się zdaniami na temat perfekcyjnej miłości. Oczywiście, że moim stwierdzeniem, że takiej nie ma.
-Ja tam na swoją nie narzekam. - powiedziała brunetka wpatrując się w ekran telewizora. 
-Bo ją masz. - wzięłam kostkę czekolady do ust. 
-Ty też byś mogła mieć, gdybyś tylko chciała. 
Może i miała racje. Gdybym się uparła, zerwała ze starymi nawykami, otworzyła szerzej oczy i serce, to może, coś by to dało. Jednak się boje. 
-Powiem Ci coś w sekrecie. - spojrzałam na nią zaciekawiona - Jedziemy do winnicy Lou, z dala od Wenecji.
Na wspomnienie o tym miejscu od razu się uśmiechnęłam. Chłopak Carolain ma dość słyną winnice i niesamowite wino produkuje. Opowiadał mi o nim dość dużo i jakoś dość często miałam o ochotę je zwiedzić. Teraz nadarzyła się okazja i nie mogłam się doczekać, a jak jeszcze wyobraziłam sobie zachody słońca wraz z lampką wina, przy boku Caro, Lou dojedzie później i Liam...




10 listopad 2014



Rano, szybko zmyłyśmy się z hotelu, biorąc swoje rzeczy. Podróż była cholernie długa, a Caro nadal mi nie szczędziła zaczepek. Kocham ją, ale zaczyna mnie denerwować. Widoki za oknem z każdym kilometrem były coraz piękniejsze i nie mogłam oderwać od mnich wzroku. To były fascynujące i miłe dla oka. Gdy Car wskazała na wille wśród pól winogrona, mogłam jedynie otworzyć usta z zachwytu. Nie potrafię tego opisać jak było tu prze pięknie. Taksówka zatrzymała się prosto przed schodami do wielkiego domu. Wysiadłam, przyglądając się mu bardzo uważnie zauważając coraz więcej pięknych szczegółów, które fascynowały swym kolorem i kształtem. Spojrzałam w bok, by obejrzeć pola. Aż nie mogę się doczekać, spacerów wzdłuż ścieżek, wyjadając troszkę kulek winogrona. 
Za sobą nagle usłyszałam głos Caro, która pilnowała taksówkarza, by wyciągnął nasze walizki.
-To się wypłacił. - stwierdziła.
Skinęłam jedynie głową, gdy po chwili na szczycie schodów znalazł się Liam.
-Witam w posiadłości Tomlinsona. - przywitał nas z wielką radością w głosie, uśmiechając się szeroko i rozchylając ramiona na boki, jak to robi każdy gospodarz, chcąc się pochwalić swym dobytkiem. 
Z szedł ze schodów, by szybko znaleźć się obok i równocześnie nas przytulając na powitanie. Odwzajemniłam gest, a do nozdrzy dotarł jego przyjemny perfum, którego mogła bym wąchać wieczność. Szybko oprzytomniałam odsuwając się od chłopaka, który informował nas o tym, że bagażami zajmie się służba. Dostrzegłam kilku chłopaków zabierających nasze walizki.
-Chciałeś powiedzieć "Pana Brzydala." - poprawiłam go z uśmiechem, przypominając sobie nie jedną z naszych rozmów.
-No tak. On się przymnie chowa. - zaśmiał się chłopak, na co Caro słysząc naszą rozmowę wywróciła oczami. 
Puściłam chłopakowi oczko, chichotając pod nosem. Oderwałam wzrok od chłopaka, by znów spojrzeć na wille przed de mną, kładąc dłonie na biodrach.
-Robi wrażenie. -stwierdziłam.
-Wewnątrz jest jeszcze lepiej, a co dopiero cała posiadłość.
Bez dalszego gadana wbiegłam po schodach, chcąc zobaczyć, czy chłopak ma racje. I jednak miał. Gdy zauważyłam bogate wnętrze, aż zaparło mi dech. Przyglądałam się każdemu szczegółowi. Jest tu tak pięknie i przyjemnie. Jakby nagle wszystkie troski i smutki odpłynęły w nie pamięć, a nawet jeszcze nie napiłam się ani kropli wina. Nie wiem czemu, ale to otoczenie działa tak kojąco, uspokajająco. Odwróciłam głowę, kątem oka zauważyłam dwójkę wchodzącą do willi.
Czy na pewno otoczenie?
Carolain była równie zafascynowana miejscem jak ja, a gdy w końcu się przy mnie znalazła, złapała za rękę i pociągnęła w stronę tarasu. Zaśmiałam się głośno, biegnąc za nią, a naszym oczom ukazał się ogromy ogród. Kwiaty, basen po prawej a po lewej ścieżka prowadząca do wielkiego zabudowania. Prawdopodobnie tam przechowywane jest wino. 
-Jak ten dureń się tego dorobił? - pytałam nie mogąc uwierzyć, gdzie się znajduje. - Ciągle haruje jak wół, a ledwo starcza na sesje. - westchnęłam, gdy nagle mi się coś przypomniało. - A, muszę zadzwonić.
Wyciągnęłam telefon z kieszeni, gdy nagle został mi wyrwany z ręki. Spojrzałam zdziwiona na chłopaka, który chował moją własność do tylnej kieszeni.
-Nie ma dzwonienia. - powiedział twardo.
-Muszę wiedzieć za ile poszła moja kolekcja. Oddaj. - nie prosiłam, rozkazałam mu, by moja własność znalazła się z powrotem na mojej dłoni.
Nie staje się pomiędzy mną, a moją pracą. Kto to robi stąpa po kruchym lodzie, a ja tego nie znoszę i robię się wtedy zła.
Chłopak jedynie prychnął pod nosem. Może i to zabawne, jak krucha oraz drobna dziewczyna, mówi dość poważnym tonem, rozkazując dużo większemu i silniejszemu chłopakowi. Jednak ja chciałam wykonać jeden ważny telefon, który znaczy dla mnie potwornie dużo.
-Sama go sobie zabierz. - na jego ustach pojawił się ten jeden z bezczelnych uśmiechów.
Prychnęłam przewracając oczami.
-Myślisz, że tego nie zrobię? - podeszłam do niego na wręcz niebezpieczną odległość.
Już nie jeden raz hipnotyzowałam facetów swoim wzrokiem, więc nie odrywałam spojrzenia od oczu chłopaka, które również były skupione na moich. Sięgałam dłonią po swój telefon do jego kieszeni, kiedy mocne szarpnięcie za dłoń,a nagle byłam tyłem do chłopaka, a on znów miał moją własność.
-Nie ma tak łatwo. - pomachał mi nim przed twarzą.
-Skoro tak. - prychnęłam pod nosem, wyrywając się oraz zabierając telefon, następnie uciekając w głąb willi. 
Nie chciałam by szybko mnie złapał, ale kompletnie nie wiem gdzie się co znajduje, więc złapał mnie przy pierwszym moim zawahaniu gdzie skręcić. Pisnęłam głośno zaskoczona, kiedy jego silne ramiona objęły mnie w pasie.
-Dzieci! - krzyknęła z tarasu Caro, głośno się śmiejąc.
-I kto to mówi! -starałam się wyrwać z mocnego uścisku. - Daj mi zadzwonić. - jęknęłam, kiedy nie miałam już sił.
- Co za to dostanę?
Jak zwykle - pomyślałam, przewracając oczami.
-Oddam Ci telefon jak skończę rozmowę. -westchnęłam i spojrzałam przez ramie na chłopaka za mną.
-To też, ale jeszcze chce.. - na chwile się uciął, a ja uniosłam brew czekając na jego ciąg dalszy, chodź obawiałam się odpowiedzi. - Buziaka. - pokazał na swój policzek.
-Na to trzeba sobie zasłużyć. - założyłam ręce na piersi.
-To nie ma telefonu. - schował go znów do tylnej kieszeni, odsuwając się ode mnie.
Zacisnęłam dłonie w pięści, mocniej zaciskając dłonie będąc zła i obrażona na chłopaka. Po chwili znów znalazł się blisko, że poczułam jego perfum i jego usta przy moim uchu.
-Nie obrażaj się, za ładna na to jesteś. - szepnął, muskając moje ucho, przez co przez plecy przeszedł przyjemny dreszcz. Gdy się odsunął, brakowało mi tego i chciałam jeszcze raz czuć jego ciepło, dotyk. MOO! Przywaliłam sobie mentalnego liścia w twarz, ponieważ zauważyłam jak chłopak oddaje mi mój telefon. Dopiero po chwili zorientowałam się, że przegryzałam ciągle wargę. Szybko ją puściłam i spojrzałam na chłopaka, odbierając smartfona.- Masz 5 minut.
-Dziękuje. -uśmiechnęłam się i stanęłam na palcach, by delikatnie cmoknąć chłopaka w policzek. 
Z delikatnym uśmiechem na ustach odeszłam kawałek przez chwile będąc nie obecna, skupiona jedynie na myśli o chłopaku i uczuciu jakie doświadczyłam kiedy szeptał mi na ucho. Zawsze czułam dreszcze, ale te były inne. Nie wiem kompletnie jak to opisać. Silne, naprawdę silne uczucie. Przegryzłam wnętrze policzka i spojrzałam na swój telefon. Wtedy otrzeźwiałam, przypominając sobie co miałam zrobić. Wybrałam numer asystentki. Długo na szczęście nie czekałam od razu wyczekując odpowiedzi na zadane przez ze mnie pytania. Gdy tylko je dostałam, aż oparłam się z wrażenia o ścianę za mną, by się nie przewrócić. Starając się na opanowany głos podziękowałam za informacje i rozłączyłam się. Wzięłam głęboki oddech i nie potrafiłam opanować wybuchu radości. Z piskiem podbiegłam do Caro, która rozmawiała z Liamem. Rzuciłam się na nią, mocno przytulając do siebie i skacząc wręcz w miejscu. Brunetka zaskoczona i rozbawiona moim zachowaniem jedynie zaśmiała mi się w ucho i objęła. Ogarnęłam się po 5 minutach, odsuwając się od dziewczyny i poprawiając włosy.
-6 największych sieci butików w Anglii, Brazylii, Włoszech, Japonii, Stanach, a nawet Polski zakupiło moje kreacje. Na sam start zarobiłam pół miliona! - mówiłam z wielkim entuzjazmem, nie mogąc przestać się uśmiechać - Jestem bogata!
Przyjaciółka wraz ze mną zaczęła skakać i znów mocno mnie uścisnęła gratulując mi. Chciałam krzyczeć, skakać, piszczeć, tańczyć ze szczęścia nosiło mnie coraz bardziej, lecz chłopak szybko mnie zgasił.
-A ja nadal bogatszy. - spojrzałam na niego, wręcz zabijając go wzrokiem.
Musiał dodać swoje dwa słowa chwaląc się kasą. Phi, też mi coś. Jeszcze trochę i będę równie dziana jak on. Jeszcze kilka pokazów i otworze własny sklep, ze swoimi projektami. Marzyłam o tym od kiedy byłam mała i dostałam swoją pierwszą maszynę do szycia. Była cała różowa i szyłam jedynie dla lalek. Miałam kartony małych kreacji, a ostatnio nawet mama dzwoniła, gdy robiła porządki na strychu. Nie kazałam jej wyrzucać, chce przylecieć na święta do rodziny i przejrzę je wspominając chwile z dzieciństwa. Brakuje mi rodziny, to prawda.
-Trzeba to oblać! - zaczęła Caro wyrywając mnie od wpatrywania się w chłopaka i myśli. Spojrzałam na nią, widząc ją podekscytowaną i z dużym uśmiechem- Li, przynieś najlepsze wino. 
Skinął głową wchodząc do willi, znikając w niej na kilka minut, a ja w tej chwili oparłam się o barierkę, chcąc trochę ochłonąć z emocji. Ten dzień jest najlepszy w życiu. Odwiedziłam winnice Lou, będąc w najlepszych częściach Włoch, jestem jak najdalej od Niego jednocześnie będąc bezpieczna i w końcu wolna od paparazi oraz reporterów. Dodatkowo ta informacja od asystentki. Spełniałam swoje marzenia, a jeszcze jeden krok do najważniejszego. I gdyby nie przylot tutaj, katastrofalne i trudne początki, a bez Carolain nigdy bym sobie nie poradziła. Jej wsparcie i pomoc to coś, czego nigdy nie będę wstanie się jej odpłacić nawet do końca życia.
Liam wrócił z winem i kieliszkami, każda z nas wzięła swój, a ja dodatkowo wzięłam jego, by mógł ze spokojem otworzyć butelkę, a następnie napełnić naczynia. Kiedy już rozlał o odłożył butelkę na stół tarasowy, a ja podałam mu kieliszek. 
-No to za... - zastanowiła się brunetka.
-Za spełnianie marzeń. -dokończyłam i uniosłam rękę w górę.
Zgodzili się ze mną i styknęliśmy się kieliszkami, następnie upiłyśmy łyka. Odwróciłam głowę na niesamowity widok. To miejsce jest magiczne.
Znów upiłam łyka, kiedy sobie o czymś przypomniałam.
-Ktoś wie, gdzie jest mój pokój? - spytałam wracając wzrokiem na znajomych.
-Zapewne naprzeciwko Li. - zażartowała Cari, na co przewróciłam oczami.
-To prawda. - skinął głową. - Schodami na górę i pierwsze drzwi po prawej. - wytłumaczył mi, a ja spojrzałam na przyjaciółkę, która poruszyła brwiami zalotnie. 
Dostała ode mnie w ramie, na co jęknęła i potarła dłonią miejsce uderzenia. Mimo iż cieszę się z tego pobytu tutaj, jak ona będzie nadal się sprzeczać, będzie to długi pobyt.

Po wspólnym obiedzie na tarasie, wraz z Carolain poszłyśmy do swoich pokoi. Gdy tylko weszłam do swojego, wręcz się w nim zakochałam. Był iście włoskim stylu. Biel ścian i paneli zdobione były brązowymi detalami. Duże łóżko z drewnianą ramą, było obłożone mnóstwem poduszek z pięknym wyhaftowanym wzorem wzorem. Widziałam drzwi do łazienki, biuro naprzeciwko łóżka, pod oknem osłoniętymi białymi firankami z wzorem małych delikatnych kwiatków. Oglądałam go z zapartym tchem, a z drugiego końca korytarza można było słyszeć krzyk przyjaciółki, jak bardzo pragnie tu zostać. Zachichotałam pod nosem i rzuciłam się na łóżko, wtulając w miękką i przyjemnie pachnącą pościel. 
-Nikt mnie stąd teraz nie zabierze. -powiedziałam sama do siebie, czując się jak na chmurce.
Po minucie zjawiła się brunetka zafascynowana miejscem.Poklepałam miejsce obok siebie, by mogła się położyć. Bez wahania to zrobiła, wręcz skacząc na miejsce obok. Zaśmiałam się i spojrzałam na dziewczynę z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Kocham to miejsce. 
-Dziękuje, ze mnie tu zabrałaś. - przyglądałam się jej jak uśmiecha się szerzej.
-To pomysł Liama. Nie mój. - pokiwała głową.
-Jemu później podziękuje. - zachichotałam i po chwili poczułam wibracje w kieszeni spodni. 
Zorientowałam się, że nie oddałam telefonu i nadal go mam. Wyciągnęłam aparat sprawdzając kto próbuje się do mnie dobić. Widząc znajmy numer, westchnęłam i wyłączyłam telefon, wrzucając go następnie do szuflady szafki nocnej. Gromadziła się we mnie złość. Ten dupek, nigdy nie da mi spokoju. Wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi od wejścia na balkon opierając się o futrynę by zaczerpnąć świeżego powietrza. Wyjrzałam widząc niesamowity widok na pola winogron na wzgórzach. 
-Ale widoki. - powiedziałam wpatrzona w krajobraz.
-U mnie też. - po chwili zjawiła się obok mnie i wspólnie weszłyśmy na balkon, by mieć lepszy widok na otaczającą nas panoramę - To miejsce jest magiczne.
-Pełne magi. - zgodziłam się z nią opierając się o barierkę.
Przyjaciółka objęła mnie w pasie i oparła głowę na moim ramieniu, natomiast ja oparłam swoją o jej.
-Louis powiedział, że tu może się wszystko wydarzyć.
-Niby co takiego?  - spytałam zaciekawiona, spoglądając na nią.
Jedynie wzruszyła ramionami odpowiadając, że nie ma pojęcia co miał konkretnie na myśli. Następnie westchnęła żałując, że go tu nie ma. Od razu zmieniłam naszą pozycję, tym razem ja ją obejmując, przytulając mocno do siebie, zapewniając, że jestem przy niej i dla niej. 
-Kocham Cię, Myszko. - uśmiechnęłam się na jej określenie, którego używa od początku naszej przyjaźni.
-Ja Ciebie również, Kicia. - mocniej ją przytuliłam.
-Ktoś tu się lubi tulić. - zachichotała. 
-I to bardzo. - mruknęłam, tym razem wtulając się w nią, chowając twarz w zagłębiu jej szyi. 
W rozmowie przerwał nam dzwonek jej telefonu. Zaśmiałam się, myśląc, że to jej chłopak, który się stęsknił. Powiedziałam jej, by przekazała mu, że lepiej przytulam od niego. Uśmiechnęła się szeroko i wyciągnęła dzwoniący aparat, lecz jej mina się zmieniła, marszcząc brwi. Poinformowała mnie, że to nieznany numer, a ja od razu wiedziałam o kogo chodzi. Odsunęłam się od dziewczyny i oparłam się o barierkę, mocno zaciskając na niej dłonie chcąc wyładować swoją złość.
-Spokojnie, kochanie. Nie znajdzie Cię tu. - położyła dłoń na moich plecach delikatnie je gładząc - Nie ma szans. - zapewniła.
Spuściłam głowę, czując jak zbiera mi się na płacz, lecz walczyłam z tym, ponieważ obiecałam sobie, że dość już łez. 
-Nie powiedziałam Ci czegoś. - westchnęłam, bawiąc się swoimi palcami będąc zakłopotana i zagubiona we własnych myślach i uczuciach.
-Czego? - oparła się o barierkę obok mnie, przyglądając mi się zmartwionym wzrokiem.
-Ja go nadal kocham.-wyszeptałam. - I to boli najbardziej. 
-Skarbie on chce być z Tobą tylko dla kasy. - złapała za moją dłoń, a łzy i tak wydostały się z pod powiek, skapując z policzków.
-Wiem. - pociągnęłam nosem. Toczę ze sobą walkę. Miedzy sercem, a rozumem. -puściłam jej dłoń i odwróciłam się tyłem do barierki dostrzegając jak ktoś na dole wychodził z willi. 
-Wiem, ze ciężko jest przestać kochać, ale musisz spróbować. - stanęła przed de mną, by następnie złapać moją twarz w dłonie ścierając moje łzy z policzka.
-3 lata spokoju, a on wraca burząc wszystko.- warknęłam zrozpaczona, waląc dłonią w barierkę. -Chce tylko moich pieniędzy.-powtórzyłam to co zawsze mówiła mi przyjaciółka, rozmasowując dłoń ponieważ zaczęła nie przyjemnie pulsować od mocnego uderzenia w barierkę.- Niech zbankrutuje za to ciągłe latanie za mną. - mruknęłam.
Caro zaczęła się śmiać, na co sama zachichotałam  i znów spojrzałam na widok rozciągający się za mną. Aż kusiło, by nawet samemu zwiedzić to miejsce. Świeże powietrze praz promyki słońca przyjemnie grzeją. Z takiej pogody, aż grzech nie korzystać.
-I co zamierzasz zrobić? - spytała na co zwróciłam na nią swoją uwagę.
-Chce zapomnieć. I może tu mi się uda. - spojrzałam w dół, gdzie dostrzegłam Liama podchodzącego do jednego z pracowników Louisa, rozmawiając z nim o czymś zawzięcie. 
Na nikogo nie patrzyło mi się tak przyjemnie jak na niego. Wysoki, umięśniony, o nieziemskim uśmiechu, zniewalających brązowych oczach, dość upartym charakterze, miły, a jego głos mogła bym się wsłuchiwać wiecznie. Przyjaciółka podążyła za moim wzrokiem, a na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech. - To jak mi szeptał w ucho, ciarki mi po plecach przeszły. - szepnęłam, odwróciłam wzrok w jej stronę.
-Wiedziałam! -wrzasnęła na całe gardło. 
Nie spodziewałam się jej nagłego wybuchu i szybko zakryłam jej buzie, by nie powiedziała nic więcej.
-Car, to że to posiadłość twojego chłopaka, nie znaczy, że możesz się wydzierać. - zaśmiał się z dołu chłopak, a ja wręcz zapaliłam się ze wstydu, widząc jak patrzy w naszą stronę z szerokim uśmiechem na ustach.
A co jak nas słyszał? 
O matko...
-Już nie będę. - starała się odpowiedzieć z moją dłonią na ustach. Od razu ją wzięłam, krzywiąc się, że mnie śliniła. Chłopak mi współczuł, na co uśmiechnęłam się delikatnie, a kiedy wrócił do rozmowy, szarpnęłam znajomą z powrotem do pokoju. Byłam na nią zła. - Widziałaś jak na Ciebie patrzył?! - zapiszczała podekscytowana, a ja myślałam, że mi bębenki pękły. 
- Głośniej. Reszta Włoch Cię nie słyszała. - mruknęłam widząc jak z dużym uśmiechem ruszyła w kierunku mojego łóżka, rzucając się na niego. 
Pokręciłam głową wzdychając. Wiem, że bardzo jej zależy na tym bym się z kimś związała i nawet bardzo, żeby to był Liam. Zna go dobrze, bo często się widują, z powodu iż Lou i brunet pracują wspólnie. To fajny facet, ale ja nie nadaje się na związki, a skrzywdzić jego naprawdę nie chce. 
Podeszłam do łóżka, kładąc się obok niej, twierdząc, że jest nie normalna. Na moje słowa, zaśmiała się.
-I za to mnie kochasz.
-Skąd ta pewność? -uniosłam brew rozbawiona.
Zamiast mi odpowiedzieć, zaczęła mnie łaskotać. O nie. Zaczęłam piszczeć i się śmiać głośno, starając odsunąć się od przyjaciółki. Błagałam, żeby przestała wołając jednocześnie o pomoc. Z kącików oczu zaczęły spływać mi łzy, a brzuch bolał od śmiechu. Nagle pojawił się brunet, nie wiedząc co się dzieje. Zauważając mnie jak staram się złapać dłonie Car, podszedł do nas i rozdzielił biorąc mnie w objęcia zabierając z łóżka. Odetchnęłam głęboko dziękując mu i poprawiłam szybko włosy. Car nie wydawała się być zadowolona, siadając na brzegu łóżka z obrażaną miną i założonymi rękami na piersi. Zachichotałam cicho na jej widok.
-Co wy wyprawiacie? - spytał.
-Emm.. - opanowałam się, by odpowiedzieć.- Głupkujemy. - skinęłam głową z uśmiechem i spojrzałam na chłopaka, który nadal trzymał mnie w objęciach. 
-Ciekawe. - odpowiedział, uśmiechając się w moją stronę.
-Dobra, możesz mnie puścić. - stwierdziłam kiedy poczułam się nie zręcznie.
-Nie wygodnie ci? - na jego pytanie odwróciłam wzrok na niego, nie spodziewając się jego pytania.
Jego oczy wierciły mi dziurę w głowie, a ja czułam jak gorąco ogarnia całe moje ciało, a skóra piekła, gdzie znajdowały się jego dłonie. Wygodnie, to mało powiedziane. Było mi w chuj przyjemnie, nie zapominając o przyjemnym ścisku w brzuchu, kiedy się uśmiechał. 
-Nie. - kiwnęłam głową - Dość miło. 
Dopiero po chwili skapnęłam się co powiedziałam. 
Czasami mogła byś trzymać język za zębami! - zbeształam się sama w myślach. 
Chłopak natomiast stwierdził, że mam nie marudzić i mocniej mnie objął wtulając w swój tors i położył głowę na moim ramieniu. Zaczęłam się rozpływać. To ciepło i poczucie tak jakby bezpieczeństwa ogarnęła mnie, że chciałam się sama wtulić.
Za dużo.. Dość...
Żeby ukryć swoje zakłopotanie i zdenerwowanie, starałam się obrócić szybko w żart, więc stwierdziłam, że gdy mnie nie puści wyłaskoczę go. Lecz nie spodziewałam się tego co zrobi. Uniósł mnie z łatwością, kładąc z niebywałą szybkością na łóżku i zaczynając mnie łaskotać. Kolejny... Piszczałam, by mnie zostawił, a Carolain, która zeskoczyła z łóżka zaczęła mu kibicować. Kiedy przestał, złapałam duży wdech, starając się uformować oddech.
-Jesteście potworami. - jęknęłam.
Chłopak nad de mną uśmiechał się szeroko przyglądając mi z nieodgadnionym dla mnie wzrokiem. 
-Ładnie wyglądasz z rozwalonymi włosami i rumieńcami. - powiedział, skupiony wyłącznie na mnie. W tle gdzieś tam daleko było słychać jak przyjaciółka zagruchała, mając pewnie niezły widok na naszą dwójkę. Zawstydzona słowami Li oraz zdenerwowana na przyjaciółkę, rzuciłam w nią poduszką, by następnie okręcić się na brzuch chowając przed chłopakiem. - Nie chowaj ich. - szepnął mi na ucho i znów czułam jego usta muskające mój płatek. Te dreszcze i ciepło. Cholera! - Są piękne. -łóżko ugięło się i znów podniosło, przez co wiedziałam, że wstał z łóżka. - Za półgodziny idziemy zwiedzać i widzimy się na dole. - poinformował nas na co się podniosłam by spojrzeć na zegarek.
Zgodziłyśmy się, więc chłopak wyszedł, a za nim Caro mówiąc, że idzie się przygotować. Ja również miałam zamiar się uszykować, więc wyciągając z walizki ulubiony top z logo batmana i czarne spodenki, następnie ruszyłam do łazienki. 
O umówionej porze byłam na dole, nie czekałam nawet chwili kiedy z góry schodził Liam. Skupiłam się w co się przebrał, czyli białe supry na nogach, czarne spodnie utrzymujące się poniżej biodra chłopaka, że gdyby dobrze się schylił dobrze bym widziała wystającą taśmę od bokserek Calvina Klaina. Dodatkowo biała bluzka, na którą narzucił jeansową koszule. Poczułam suchość więc oblizałam usta, nagle udając, że spoglądam w inną stronę, a nie chłopaka, który prawdopodobnie zauważył, że się patrzę, uśmiechając się zadziorniej i zwalniając krok. Miałam ochotę prychnąć pod nosem.
-Gdzie Cari? - spytał, ustawiając się na ostatnim słupku, opierając się ręką o główkę słupka od barierki, którą się i ja opierałam plecami.
Miał satysfakcje z patrzenia na mnie z góry, a ja musiałam aż zadrzeć głowę, by na niego spojrzeć.
-Em. - zastanowiłam się chwile, spoglądając znów na górę schodów, myśląc że przyjaciółka zaraz się pojawi - Pewnie się jeszcze szykuje.
-Nie ma Louisa, więc po co ona się tyle stroi? - na jego pytanie jedynie wzruszyłam ramionami spuszczając głowę na swoje dłonie, które bawiły się rąbkiem bluzki. Kompletnie nie wiedziałam jak zachować się gdy jesteśmy sami. Czułam się jak przed pierwszym spotkaniem z Matthew'em dotyczącym pracy. Brzuch zaczyna boleć, ręce się pocą, plącze Ci się język i nie wiesz jak złożyć normalne zdanie. To wszystko było takie dziwne, bo jednak chciałam z nim pogadać, dowiedzieć się o nim więcej. Co go interesuje, jaką lubi muzykę, co lubi jeść? Takie duperele, ale sama nie wiem czemu mnie to interesuje. Podczas moich zamyśleń, chłopak przyjrzał mi się dość uważnie. - Ładnie wyglądasz. 
Zwróciłam na niego uwagę, jak zszedł o ten jeden schodek, ustawiając się naprzeciwko mnie. Poczułam jak płoną mi policzki, robiąc się zapewne czerwone jak u pomidora. Nie wiem czy to było spowodowane komplementem, czy tym, że znalazł się dość naprawdę blisko mnie, że mogłam poczuć jego perfum. 
Przełknęłam ślinę zmuszając się do odpowiedzi.
-Dziękuje. - uśmiechnęłam się lekko - Ty też całkiem nieźle. - skinęłam głową, znów pozwalając sobie na obejrzenie sobie jego od stóp do głów.
-Może jakieś sugestie co mam zmienić? - przyjrzał się sobie, poprawiając rękawy koszuli. - W końcu jesteś stylistką. -spojrzał na mnie z dużym uśmiechem na ustach, rozchylając odrobinę ramiona.
Zachichotałam pod nosem, odpychając się od słupka, by zrobić krok w stronę chłopaka. Złapałam za jego kołnierzyk i przyglądałam się swoim dłonią, by dobrze go ułożyć, mówiąc w tym czasie, że wszystko do siebie idealnie pasuje. Liam przyglądał się mojej twarzy dość bardzo uważnie, więc gdy spojrzeliśmy sobie jednocześnie w oczy, zaparło mi dech. Jest coś co przyciągało mnie do niego jak magnez i za cholerę nie wiedziałam co to jest. Szybko odsunęłam się zakłopotana zdejmując dłonie z ramion chłopaka. Brunet był równie zmieszany sytuacją jak ja, drapiąc się po karku. 
Postanowiłam pójść od Caro sprawdzić co z nią. Wiedziałam, że od rana boli ją brzuch i nie najlepiej się czuła też po podróży, ale dziś to wszystko z niej wyszło. Leżała na łóżku zakopana pod pościelą. Zaczęłam się niepokoić o przyjaciółkę, bo bóle ma dość często, a z drugiej strony będę musiała iść z Liamem sama. Zaproponowałam, że pójdziemy jutro jednak, brunetka od razu powiedziała bym poszła, a kiedy wrócę mam jej wszystko opowiedzieć. Zgodziłam się co mogłam zrobić. Kazałam jej odpoczywać i zanim wyszłam cmoknęłam ją w polik. schodząc na dół denerwowałam się co do wyjście. Bardzo chciałam zwiedzić to miejsce jednak nie myślałam, że zostałam z tym sama wraz z brunetem, który powoduje miliony uczuć jednym spojrzeniem. To powoli zaczęło mnie denerwować, bo znów podaje się urokowi oraz komplementów chłopaka, którego ledwo co znam. Chodź przy Liamie jest inaczej.Dobrze mi się z nim rozmawia, czuje się jakbym go znała już dobre pale lat. Zero krępujących sytuacji i ciszy podczas rozmów... Chyba, że się zbliży niebezpiecznie blisko i zaczyna mi brakować tchu przez intensywność jego brązowych oczu, szerokiego uśmiechu oraz przyciągającego ciepła jego ciała. Oczy, zawsze te przenikliwe, czytające mi w myślach brązowe oczy, do których miałam zawsze słabość. 
Otrząsnęłam się dopiero w połowie schodów, znów wracając do myśli co powiedzieć chłopakowi. Zagryzłam wargę podchodząc do niego.
-Em. - zastanawiałam się nad doborem słów. - Caro, źle się czuje, więc chyba pójdziemy sami.
Przyglądałam się myśląc, że może chłopak postanowi, żebyśmy to przełożyli. Jednak się myliłam, bo uniósł kącik ust przyglądając mi się z nieodgadnionym wzrokiem, po czym zaprosił na zwiedzanie otwierając mi drzwi. Wyszłam z willi, by następnie przyjrzeć się chłopakowi kroczącemu obok opowiadający co po kolei obejrzymy. Winnice, piwnice z winem, teren i na koniec kolacja. Na ostanie słowo zaschło mi w gardle i spojrzałam na niego zdziwiona, po czym przypomniało mi się, że mówił o plenerach gdzie mieliśmy zjeść. Prowadził do zabudowań gdzie pokazywał jak od winogrona powstaje wino. Hale były ogromne, więc gdy weszliśmy do piwnic było mało przestrzeni. W rzędach ustawione były półki na których leżakowały najróżniejsze wina. Białe, różowe, czerwone.
Może dlatego Louis jest wiecznie taki wesoły, musi tu przecież przypilnować raz na jakiś czas, co oznacza, że przyjeżdża tu na kilka dni. Od samych oparów zaczynam chichotać ze swoich myśli. 
Liam sięgnął jedną butelkę z czerwonym winem, o który poprosiłam. Odkorkował go, po czym wypełnił kieliszki. 
Codziennie wino? To mi się podoba.
Podał mi kieliszek, który odebrałam.
-Wino robione było na specjalną okazję, bo na ślub Zayna i Alex. 
To już wiedziałam czym się upiłam na ich weselu. Teraz powinno być jeszcze lepsze, ponieważ leżakowało troszkę dłużej. 
Podniosłam kieliszek by znieść toast.
-To za ich zdrowie. 
Chłopak skinął głową i stuknął swoje naczynie o moje. Zrobiłam małego łyka, a słodko-gorzki smak rozlał mi się w gardle. Idealne. Oblizałam usta, czując na nich smak napoju. Rozejrzałam się dostrzegając nieskończoność piwnicy,a z czego Li mi opowiadał jest ich 5. 
Rozumiecie jaka była by tu impreza?! Większa niż Projekt X, mówię wam! W końcu ja bym na niej była.
Uśmiechnęłam się lekko i znów upiłam łyka, przyglądając się etykietom na butelkach.
-Od dawna ma te winnice?
-Rok może dwa. - odpowiedział na co spojrzałam na niego jak bawi się pustym kieliszkiem. Szybko opróżniałam swój następnie oddając mu mówić, że już nie chce. Jeszcze tego by brakowało, że pod upływem alkoholu powiedziała coś nie typowego, albo co gorsza za dużo, czego chłopak jak na razie nie musi wiedzieć. Ciągle w głowie tłumaczyłam sobie, że tylko zauroczenie, które minie gdy wrócę do Londynu. - To jak, idziemy dalej?
Zgodziłam się udając się przodem gdy tylko chłopak przepuścił mnie w drzwiach. Na dworze było ciepło i przyjemnie,przez co  przyjemnie się przebywa na świeżym powietrzu.
-Teraz pokaże Ci, gdzie rosną te słynne winogrona skąd są te pyszne wina. - mówił zamykając za sobą drzwi i podchodzące do mnie.
-Uwielbiam winogrona. - skinęłam głową z uśmiechem.
-To chodź. 
W tej chwili złapał mnie za rękę. Poczułam przeszywający mnie prąd oraz gorąco, które odpływało do moich policzków. Liam pociągnął mnie w dół pól gdzie rosły winorośl, zaczynając biec. Zaśmiałam się biegnąc za nim. Był na długość naszych ramion przed de mną, kiedy nagle się zatrzymał, przez co rozpędzona wpadłam na niego, od ruchowo chwytając się jego by nie upaść. Natomiast on objął mnie i lekko zachwiał się, ale utrzymał równowagę.
-Przepraszam. - powiedział na co pokręciłam głową, mówiąc że nic się nie stało. Byłam tym rozbawiona, a chłopak również się uśmiechał. Nawet nie przeszkadzało mi, ze chłopak nadal mnie trzyma - Masz piękne oczy. Wiesz?
Na jego komplement uśmiechnęłam się lekko znów o raz setny pewnie się rumieniąc.
-Dziękuje.- odpowiedziałam cicho, na co chłopak uśmiechnął się szerzej poprawiając dłonie na mojej talii, przysuwając mnie bardziej. Nie opierałam się, było mi przyjemnie i nawet komfortowo, chodź musiałam zadzierać głowę by spojrzeć mu w oczy. Jego uśmiech jednak bardziej przyciągał  mój wzrok. - Masz piękny uśmiech.- z moich ust wydostały się właśnie moje myśli.
Uświadomiłam sobie co powiedziałam dopiero, gdy chłopak zaśmiał przyjaźnie, a jego dłoń uniosła się na wysokość mojej twarzy. Opuszki jego palców delikatnie przejeżdżały po moim policzku, by następnie schować kosmyk włosów mi na ucho. Miejsce zetknięcia naszych skór paliło mnie niebywale, chodź pragnęłam tego ciepła. Miałam ochotę wtulić twarz w jego dłoń.
-Ty również.- odpowiedział nie spuszczając wzroku z moich oczu.
Przegryzłam wargę powstrzymując się zanim posuniemy się za daleko czego później byśmy żałowali. Odsunęłam się zakłopotana biorąc głęboki oddech. Rozejrzałam się by na chwile ukryć swoje rumiane policzki oraz emocje spowodowane przez chłopaka.
-Mogę? - spytałam wskazując na winogrono wiszące pod liśćmi. 
Chłopak wyglądał na zamyślonego, wyrwanego z transu i przez chwile się nie odzywał, lecz nie czekałam długo na pozwolenie. Zerwałam pęk od razu zajadając się słodkimi kuleczkami. Starałam się rozluźnić atmosferę, by nie tkwić reszty spaceru w ciszy. Nie znoszę takich chwil. 
-Złapiesz winogrono buzią? --spytałam zaciekawiona unosząc brew.
-Chcesz się przekonać? - powiedział pewnie, nawet nie wątpiąc w swoje umiejętności, a na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu.
-No pewnie. - zaśmiałam się, następnie urwałam kulkę ostrzegając Liama przed rzutem.
Uszykował się, pokazując po chwili swoją gotowość, więc rzuciłam kulką w jego stronę. Złapał i szeroko się uśmiechał będąc dumny. Zaklaskałam gratulując chłopakowi, kiedy zrobił krok w moją stronę.
-Mówiłem, że potrafię. -uśmiech nie schodził mu z twarzy. - A ty złapiesz?
-Nie potrafię. - odpowiedziałam od razu przyglądając się jak odrywa ostatnie kulki z małej gałązki.
-Proszę. - przystawił kulkę do moich ust.
Przez chwilę przyglądałam się jego zamiarom. Zachęcił mnie mało widocznym skinieniem, więc zjadłam kulkę, a po chwili mu podziękowałam uśmiechając delikatnie, przyglądając jak zjada ostatnie gronka. 
Gdzieś daleko, wewnątrz mojego mózgu usłyszałam cichy głosik. 
"Kolejny złamie Ci serce"
Ignorowałam go. Liam był inny. Traktował mnie znacznie inaczej niż wcześniejsi poznani chłopacy. Inni patrzyli mi niżej niż oczy, dotykali niżej niż tylko plecy, powodowali znacznie inne uczucie. Oni z brutalną siłą próbowali pozbyć się ze mnie ubrań, natomiast brunet obchodził się mną jak z jajkiem, które jest najdelikatniejsze i najcenniejsze dla niego. Czułam się wyjątkowa co było rzadkim odczuciem, jednak on odkrył je na nowo. 
Nagle usłyszałam muzykę. Zmarszczyłam brwi nie będąc pewna, czy nie mam jakiś przesłyszeń i jednak mi się tylko wydaje, jednak chłopak obalił moją teorię, gdy wyciągnął do mnie rękę prosząc o taniec. Zgodziłam się, kładąc swoją dłoń na jego i robiąc krok, by przybliżając się do niego. Jedna dłoń znalazła się na dole moich pleców, a drugą trzymał moją. Byliśmy jedynie oddaleni o siebie jedynie kilka centymetrów, a ja wyczuwałam nie pewność chłopaka, podczas tańca.
-Dawno nie tańczyłem. - przyznał, uśmiechając się lekko, zapewne ukrywając swoje zażenowanie.
Zaczęłam postrzegać go z innej strony. Nie tego co słyszałam o nim od Caro, od pracy i ich wyczynów, które mroziły krew w żyłach. Dobrze wiem czym się zajmuje, wiem z kim właśnie stoję na środku pola, delikatnie kołysząc się w rytm muzyki dochodzącej z daleka. Nie pasował mi do reszty tej ich bandy. Chodź jedynie znałam jego, Zayna, Louisa oraz Nialla, którego poznałam na weselu. Podobno był jeszcze ktoś, ale nie pamiętam imienia. Wracając.. Nie bałam się bruneta, bo gdy obejmował mnie czułam spokój i bezpieczeństwo. Jakby moje miejsce było właśnie tu...
-Całkiem dobrze Ci idzie. - odpowiedziałam, przysuwając się do niego likwidując przestrzeń między nami. 
Oparłam głowę o jego tors, wtulając się ufnie w ciało chłopaka. Poczułam jak jego policzek przyciska się do czubka mojej głowy, na co przymknęłam oczy uśmiechając się pod nosem. Nie przestawał nas kołysać, a ja oddałam się chwili. Było przyjemnie i to nawet bardzo. Ciężko mi to wszystko opisać co wtedy czułam.
W pewnej chwili postanowiłam podziękować chłopakowi, więc stanęłam na palcach, by pocałować go delikatnie w policzek.
-Dziękuje, że nas tu zabrałeś. -uśmiechnęłam się.
-Nie ma za co. -skinął głową, znów patrząc mi się prosto w oczy. - To sama przyjemność. 
Przytuliłam się do chłopaka, jakby tym mogła się odpłacić za uratowanie mnie przed smętnymi dniami oraz ciągłymi ucieczkami przed moim byłym. On natomiast puścił moją dłoń, by następnie objąć mnie zamykając w swych szerokich ramionach przed niebezpieczeństwem oraz negatywnymi uczuciami. O niczym nie myślałam jak tylko o nim, będąc szczęśliwa w jego ramionach. Objęłam ramionami jego szyję, uprzednio stając na palcach. Nie było mi najwygodniej, co zauważył chłopak cicho się śmiejąc.
-Za wysoki jesteś. - mruknęłam nie puszczając chłopaka.
-Jest jeden sposób, abyś mogła mnie swobodnie objąć. - stwierdził, na co spojrzałam na niego odsuwając się od niego na szerokość ramion.
Uniosłam zaciekawiona brwi, ale zanim zdążyłam się zapytać, Liam złapał mnie w udach i uniósł z łatwością. Pisnęłam zaskoczona i owinęłam nogi wokół jego bioder, następnie zachichotałam cicho. 
-Ciekawe ile taki mięśniak wytrzyma? - dłonie dałam na jego ramiona przytrzymując się ich.
-Długo. -odpowiedział pewny siebie, podrzucając mnie lekko.
Zaśmiałam się prosząc by przestał. Gdy to zrobił, ruszył pewnie w stronę gdzie miała odbyć się kolacja. Gdy tak szedł, ja oparłam głowę o jego ramię słuchając co dziś podadzą nam na kolacje.
-Kucharka stwierdziła, że trzeba jeść zdrowo, więc będą naleśniki z owocami. - stwierdził z rozbawieniem w głosie.
-Rzeczywiście zdrowe. - zaśmiałam się. 
-Ty się ciesz, że jeszcze nie przyleciała do Ciebie po autograf.
Na jego słowa westchnęłam i nie odpowiedziałam. Myślałam, że chodź tu odpocznę od pracy, w końcu po to Liam i Caro mnie tu zabrali. Chyba. Nie wiem, bo urwane zdanie przyjaciółki z wczorajszego wieczora nadal nie daje mi spokoju. O co jej chodziło? 
Po chwili poczułam jak chłopak opuszcza mnie na krzesło. Uśmiechnęłam się do niego w podzięce, a przed sobą na stole zauważyłam już gotowe naleśniki ozdobione owocami. Życzyłam nam smacznego i zaczęłam jeść.
Gdy skończyłam jeść odłożyłam widelczyk, by następnie sięgnąć po szklankę, lecz nagle przed moimi oczami pojawiła się ręka chłopaka, która dotknęła mojego policzka ścierając coś z niego. Po tym jak zabrał rękę i oblizał kciuk, stwierdziłam, że musiała to być śmietana. Podziękowałam cicho i napiłam się soku, zerkając na krajobraz. Słońce już się schowało, ale było jeszcze jasno. Na niebie rozciągały się czerwone przechodzące w lekki pomarańcz pasy, a następnie niebieski w fiolet. Piękny widok nad wzgórzami, aż się chciało zrobić zdjęcie i zachować je na wieki. Niestety telefon został w komodzie, w pokoju. Nie mogłam oderwać od tego wzroku, natomiast chłopak ode mnie. Czułam na sobie jego spojrzenie, więc zerknęłam jedynie na niego kątem oka.
-Gapisz się. -stwierdziłam, uśmiechając się.
-Podziwiam widoki. -zauważyłam jak przeciera palcami dolną wargę. Na chwile zawiesiłam na nich wzrok, po czym szybko wróciłam wzrokiem, wskazując gdzie są prawdziwe widoki, uśmiechając się lekko. Przewrócił oczami i spojrzał w ten sam kierunek co ja. - Dziękuje za miło spędzony dzień. - powiedział. 
-Ja również dziękuje. Wspaniałe miejsce. - uśmiechnęłam się szeroko, nadal wpatrując w widok i podpierając brodę na dłoni.
-To miejsce jest wspanialsze gdy są tu takie wyjątkowe osoby jak ty. 
Spojrzałam na niego, a on również zwrócił na mnie swoją uwagę uśmiechając się. Przyznaję się, złapał mnie na ten komplement. Chwycił za serce. Nikt mi tego nigdy nie powiedział, zawsze sądziłam, że określenie "Jesteś: gorąca, sexowna" , czy jakiś zwykły tekst "Jesteś ładna" jest wystarczające. Przebił wszystko, bo nie zwrócił uwagę na to jak wyglądam, a na to, że jestem obok. Podziękował za mile spędzony dzień, który i mi również się podobał. I nie chciałabym go spędzić inaczej.
-To miłe co mówisz. 
-Mówię całą prawdę. 
I znów. Spojrzałam w dół uśmiechając się by ukryć włosami swoje zarumienione policzki. Żaden tak wcześnie nie powodował, że tak szybko się rumieniłam. Nikt. On to robił z taką łatwością i jeszcze cieszył się efektami. Jednak dla mnie wyjątkowe było, to że prosił bym nie chowała swojej twarzy gdyż twierdził iż moje czerwone policzki mu się podobają. 
-Wyglądam jak burak. - stwierdziłam, kładąc dłonie na policzkach, chichocząc pod nosem. 
-Może i ta, ale za to śliczny. - cieszył się widząc jak reaguje na jego słowa lub dotyk. 
Bezkarnie tego używał, nadal powodując, że cała w środku płonęłam, mimo już lekkiego wiaterku, który owiewał moje ramiona. Z chęcią bym go oskarżyła, by zamknęli go w pudle. Nie za to co robił z przyjaciółmi,a za to co powodował w moim ciele. Coś do czego nie jestem przyzwyczajona. 
Postanowiłam się zbierać, ponieważ padałam z nóg. Dużo się dziś wydarzyło, co daje mi dużo do myślenia. Muszę to przemyśleć i to bardzo dokładnie. 
-Pójdę do siebie. - uśmiechnęłam się wstając.
-Jakbyś czegoś potrzebowała, wiesz gdzie mnie szukać. 
Kiedy to mówił podeszłam do niego i cmoknęłam go delikatnie w policzek, szepcząc życząc mu dobrej nocy. Odwzajemnił się tymi samymi słowami i ruszyłam w stronę willi. Uśmiechałam się szeroko, czując jak całą mnie nosi, więc gdy tylko wbiegłam do swojego pokoju od razu rzuciłam się na łóżko kryjąc swoje zadowolenie w poduszce. 

11 listopad 2014

Wstałam o 6 z czystego przyzwyczajenia. Słońce starało się przebić przez wzgórza, wysyłając roztańczone promyki do mojej sypialni, zaczynając łaskotać mnie w policzek. Uśmiechnęłam się i otwarłam oczy rozglądając się po pokoju rozjaśniony przez poranne słońce. Wstałam z łóżka, by podejść do uchylonych drzwi balkonowych, przez które wpadało jeszcze rześkie powietrze, unoszące firankę w górę oraz powodujące gęsią skórkę na moim ciele. Objęłam się ramionami i wyszłam boso na balkon. Kocham ten stan. Pachniało rosą, a niebo robiło się coraz jaśniejsze. Postanowiłam skorzystać jeszcze z tego chłodu, by przebiec się wzdłuż pól. Wróciłam do pokoju, sięgając z walizki stój sportowy składający się z leginsów w galaktyczny wzór, czarnego topu kończącego się nad pępkiem oraz bluzy z adidasa. Szybko się ubrałam i wyszłam z pokoju. Widziałam jak pracownicy już na nogach krzątają się po willi by gdy tylko się obudzimy byli na nasze wezwanie. Uśmiechnęłam się oraz witając z Paolem. Wyszłam z willi i rozciągnęłam się na tarasie nie odrywając wzroku od widoku. 
Biegłam spokojnie wzdłuż pól, przyglądając się robotroniką na polach. Witałam się z niektórymi, biegnąc dalej. Czułam na sobie spojrzenia części męskiej, a kobiety jedynie uśmiechały się do mnie przyjaźnie. Taka miła tu atmosfera panowała, że nie potrafiłam przestać się szczerzyć. Nie dopadało mnie nawet zmęczenie. Było tu tak pięknie, że chciałam zobaczyć co jest dalej z czystej ciekawości. Biegłam równym tempie pamiętając o kontuzji w dzieciństwie. Nigdy nie przeciążałam mięśni, ćwiczyłam na tyle ile mogłam. Zatrzymałam się gdy wbiegłam na szczyt wzniesienia, dumna ze swojej wytrzymałości. Odetchnęłam głęboko i spojrzałam za siebie w stronę willi i znów dech zaparł mi w piersiach. Jak ze snów czy marzeń. Pałac z bajek, a zapewne jedną najważniejszą księżniczką jest tu Caro dla Louisa. Jestem ciekawa, kiedy do nas dołączy. Spędzilibyśmy ten czas wspólnie w czwórkę, pijąc wino, śmiejąc się jak najbliżsi przyjaciele. Tak sobie zresztą wyobrażałam takie chwile z przyjaciółmi. Rzadko udawało w Polsce zorganizować podobne. Jedynie raz. Zorganizowałam z Dorotą biwak na polanie za jej domem. Ja, Suzan, Dorothy i jej chłopak, wraz z Davidem i innym kolegą z klasy. To było najlepsze ognisko i biwak jakie będę pamiętać. Śmiechy, żarty, durne opowiastki. Dwa dni po tym pokłóciłam się z przyjaciółkami na dobre. Ostrzegały mnie, a ja nie posłuchałam. Nie wiem co teraz robią, czy kogoś mają, czy może ich związki weszły na większy poziom. Żałuje, że dopiero teraz tak naprawdę o tym pomyślałam. Spojrzałam na zegarek, a gdy dostrzegłam prawie siódmą, zbiegłam na dół udając się w stronę willi. 
Po wysiłku wzięłam ciepły prysznic, relaksując mięśnie. Umyta wytarłam się i owinęłam ciało ręcznikiem wychodząc z zaparowanego pomieszczenia, by sięgnąć jakieś ubrania. Gdy nagle ktoś zapukał do drzwi. Poprawiając ręcznik podeszłam do nich by je otworzyć. Moim oczom ukazał się Li z szerokim uśmiechem.
-O hej. -uśmiechnęłam się na jego widok, a jedną ręką przytrzymałam ręcznik.
-Dzień dobry. Jakieś specjalne życzenia co do śniadania? - powiedział to opierając się o framugę. 
Zachichotałam cicho, również robiąc to samo, naprzeciw chłopaka, pytając co mają w menu. Widziałam w jego oczach jak opiera się by nie spojrzeć w dół. Cieszył mnie ten fakt, że miał silną wolę i nie robił tego. Pokazał mi jaki jest dojrzały i nie liczy się dla niego to co mam pod ciuchami. 
-Wszystko co zechcesz. 
-Jest taka jedna rzecz, ale nie jest na stanie kuchni. - zachichotałam odsuwając się od framugi. - Poproszę kanapki z pomidorkiem.
Gdy przyjął moje zamówienie, pozwolił mi się ubrać. Zszedł na dół, a ja zamknęłam drzwi, by szybko wysuszyć włosy i założyć krótki, czarny top w słonecznikowe wzory oraz jasne spodnie boyfrendy powycierane przez całą ich przednią długość. Lubiłam je, ponieważ gdy mi się nudzi bawię się nitkami, a po za tym są wygodne. Na stópki nacisnęłam białe trampki i gotowa zeszłam na dół, zastanawiając się czy znów je związać w kucyka, ale jednak postanowiłam zostawić je rozpuszczone, by mieć czym się ukryć przed chłopakiem. Będąc na dole w jadalni dostrzegłam, że rozmawia przez telefon.
- Mi to chciał zabrać telefon. - powiedziałam do siebie, jednak na tyle głośno by usłyszał.
Pokręciłam rozbawiona głową gdy na mnie spojrzał i usiadłam przy stole, zaczynając jeść.Słyszałam jak kończy rozmowę, po czy zwrócił się do mnie.
-Sprawdzałem co się dzieje w Londynie i czy Louis żyje. - zaczął się tłumaczyć.
-To duży chłopczyk, poradzi sobie.- odpowiedziałam żując kanapkę.
-Wiem, ale dużo się wydarzyło już podczas mojej nie obecności. - westchnął, patrząc na czubki  swoich włosów bawiąc się telefonem. Zaniepokoiło mnie jego zachowanie, więc dopytałam się czy coś się stało, ale takiej odpowiedzi się nie spodziewałam. - Anne została ranna i porwali dzieci Zayna.
Na jego odpowiedź zakrztusiłam się kawą, oplułam się jednocześnie. Chłopak szybko zareagował podchodząc do mnie poklepując po plecach. Wykaszlałam to nie przyjemnie drapało mnie w gardło i wytarłam buzię serwetką uspokajając oddech. Nie mogło do mnie dojść, że komuś mogło się takiego przytrafić. Jednak mogłam się domyślić, ze przy ich pracy może być nie ciekawe, ale dzieci?!
-Kto jest takim idiotą by porywać dzieci i ranić bezbronną dziewczynę?! - wyrzuciłam swoje frustrację, spoglądając na chłopaka, który przyglądał mi się zmartwionym wzrokiem.
Znałam Anne, spotkałyśmy się na weselu oraz parę razy przed. To szalona i kochana dziewczyna o złotym sercu. Ma również swoje za uszami, lecz nie zwracałam na to uwagę. Rozmawiało mi się z nią naprawdę przyjemnie. Martwię się o nią, a o dzieciach to już nie wspomnie. To trojaczki, chłopcy. Rozkoszne małe diabełki, które nie przestają się uśmiechać i wiecznie chcą się bawić, a już jeśli chodzi o ciągniecie mnie za włosy to ich ulubiona zabawa. 
-Ojciec Zayna. - odpowiedział, a w jego głosie wyczułam złość na wspomnienie o owym facecie. Nigdy nie poznałam rodziców Zayna i teraz nagle się z tego ciesze. - Ale spokojnie, Zayn wraz z Lou je znaleźli, a Anne się trzyma. 
Wyobraziłam sobie nagle całą sytuację, czyli dziewczynę broniącą chłopców z całych swoich sił, przed psychopata, który atakuje ją nożem, czy czymkolwiek powodując, że usuwa się na ziemie trzymając za brzuch i jęcząc z bólu, kiedy facet zabiera trójkę dzieci i ucieka. Wzdrygnęłam się z nieprzyjemnego widoku, prosząc byśmy przestali o tym rozmawiać. Na pewno zaraz po śniadaniu napiszę do znajomej by ją pocieszyć i życzyć powrotu do zdrowia. Liam położył dłoń na mojej, szepcząc uspokajające słowa. Spojrzałam na nasze dłonie, czując jak się uspokajam i bezpiecznie, kiedy jest tuż obok. Jego kciuk delikatnie gładził wierzch mojej dłoni, na co uśmiechnęłam się lekko.
-Masz piękny uśmiech. - powiedział.
Podniosłam wzrok na jego oczy, uśmiechając się szerzej. Przysunęłam się do niego, by dać delikatnego całusa w jego policzek, dziękując mu. Długo nie tkwiliśmy tak, bo speszona odwróciłam wzrok, a on odwzajemnił się całusem w polik i kazał jeść. Posłusznie wykonałam jego prośbę kończąc swoje kanapki. Zastanawiało mnie jedno. Gdzie jest Carolain? Wieczorem nie miałam sił jej budzić i opowiedzieć jej o spacerze, a rano po treningu jej już nie było. Pytałam Paola, ale on również jej nie widział. Byłam zdziwiona zniknięciem przyjaciółki. 
Po skończonym śniadaniu Liam spytał na co mam ochotę porobić. Zielonego pojęcia nie miałam co by tu robić, jest tyle tego, że nie wiem od czego zacząć. Kazał mi zamknąć oczy i zastanowić się. Uznałam to za zabawne, więc zrobiłam co kazał zastanawiając się co by tu zrobić. Przed oczami miałam wczorajszy nasz taniec, więc znów miałam ochotę na spacer. Brunet był zgodny proponując następnie leniuchowanie nad basenem. Byłam za, więc wstałam i złapałam chłopaka za rękę, by znów szybko znaleźć się wśród winogron, gdzie czułam się jak w domu. Za moim pokojem rosło fioletowe winogrono, na tyle blisko, że gdy wychyliłam się przez okno mogłam je sięgnąć. Uwielbiałam zajadać się winogronem siedząc na parapecie oraz gryzmoląc coś w swoim notatniku. Przyjemne wspomnienia z dzieciństwa. 
Szłam obok chłopaka dość radosnym krokiem, przez co chłopak przyglądał mi się z uśmiechem, nadal trzymając mnie za rękę. Poszliśmy dziś w rząd białych winogron. Rozglądałam się by znów, któreś zerwać, więc gdy puściłam chłopaka sięgnęłam po pęk. Kazał mi tu chwile poczekać, mruknęłam w odpowiedzi i odwróciłam się zajadając kulkami, kiedy chłopak znikł. Przyglądałam mu się zaskoczona, nie wiedząc czego spodziewać się po chłopaku. Nie czekałam długo, aż przed oczami pojawiło się stado różno kolorowych motyli, okrążających mnie, a nawet łaskotały kiedy połaskotały mnie swoimi delikatnymi skrzydełkami w ramie czy policzek. Było coś tak nie bywałe, czego nie będę mogła zapomnieć. Jak w magicznej bajce. Poczułam nagle obejmujące ramiona wokół mojej talii. Poczułam znajomy dreszcz oraz ciepło chłopaka. Wtuliłam się przyglądając się oddalającym motylą z zafascynowaniem.
-Piękne prawda? - powiedział tuż przy moim uchu.
Poczułam znów wybuch emocji. Ścisk w brzuchu, przyspieszone bicie serca, dreszcze oraz ciepło rozchodzące przez moje ciało.
-Magiczne - odpowiedziałam nie mogąc oderwać wzroku od nieba. 
Jeden motylek nadal latał wokół nas zapewne szukając reszty. Miałam ochotę wskazać mu, ale nie chciałam jednocześnie odsuwając się od chłopaka.
-Tak jak to miejsce.
-Tak jak ludzie z nim związane. -odwróciłam głowę, by spojrzeć w jego oczy.
W każdym świetle były inne. Dziś jaśniejsze, bijące swym szczęśliwym blaskiem i nadal czymś, czego rozszyfrować nie mogłam. Poczułam jego dłoń na policzku, przymrużyłam oczy, kiedy gładził je kciukiem. Nie zrobiłam tego wczoraj i teraz żałowałam. Jego dotyk był delikatny i czuły. Zaskoczył mnie, gdy jego usta znalazły się na moim czole a z jego ust wydobył się szept przypominając mi jaka jestem piękna. Wtuliłam się w niego, więc poprawił mnie w swoim objęciu, okręcając do siebie przodem. Kolejna fala emocji przepłynęło przez moje ciało. Szczęście, bezpieczeństwo oraz coś czego dawno nie czułam. To stare znajome uczucie, powodujące przyspieszone bicie serca. Od razu odsunęłam się od chłopaka przestraszona.
 Nie, to nie może być tak.
Dla jego i swojego dobra będę się trzymać na bezpieczną odległość.
-Coś się stało? - spytał, za pewne zdziwiony nagłą zmianą nastroju.Postanowiłam ukryć się za maską uśmiechu uspokajając chłopaka, że nic mi nie jest i wszytko gra. Zaproponowałam pójście dalej i wróciłam do jedzenia winogrona. Chłopak jednak gdy wyrównał ze mną kroku, złapał delikatnie za rękę, zmuszając bym zwróciła się w jego stronę. - Może i umiesz ukrywać uczucia, ale ja widzę, że coś się stało. - powiedział twardo, patrząc mi prosto w oczy. Na chwile zaschło mi w ustach, kiedy przyglądałam się chłopakowi z przerażeniem na jego gwałtowny ruch i to, że jednak zorientował się, że coś nie gra. Nikt nigdy nie zwracał na to uwagi oprócz Caro, moje mamy i Matthewa. Odzwyczaiłam się od myśli, że jednak komuś innemu mogło by na mnie zależeć, tak żeby się martwić. - Coś się stało? - powtórzył swoje pytanie spokojniej, rozluźniając uścisk na mojej ręce. 
Nie miałam zamiaru mu nic mówić. Może i czuję się przy nim dobrze i wydaje się, że mogłabym mu powierzyć swoje sekrety, lecz nie teraz. Dopiero co dobrze się poznajemy i boję się zaufać nowej osobie. 
Nadal uparcie stałam przy swoim, dając mu do zrozumienia, ze jest dobrze. Odpuścił po 5 minutach tłumaczenia. 
Jemu naprawdę zależy.- przeszło mi przez myśl, kiedy z nie chęcią wręcz zostawił ten temat. Pewnie do niego wróci, o to nie miałam wątpliwości. Wydawał się typem naprawdę upartego człowieka, który jak postawi na swoim tak ma być. Wiem bo również sama taka jestem. On swoje i ja swoje, żadne nie chciało ustąpić. Jednak wspólnie stwierdziliśmy, że możemy wracać by poleniuchować nad basenem. Jak dalej będzie wyglądać nasza znajomość. Nie mam bladego pojęcia. Sprzeczki, czy zgodność, bądź zgodność i sprzeczki. Na pewno wiem jedno. Nudzić się nie będę. 
Dotarliśmy do willi uzgadniając który basen wybieramy, ale chcąc jak najbardziej skorzystać z ciepłej pogody wybrałam zewnątrz. Mieliśmy spotkać się na tarasie, więc wbiegłam na górę do pokoju, przeszukując walizkę myśląc czy wzięłam strój kąpielowy. Zawsze brałam, chodź na tę podróż nie myślałam o tym, by go zabierać. Chodź zdziwiło mnie gdy znalazłam go w kieszonce zapiętej na zamek. Prawdopodobnie zostało z odstaniego pobytu w LA. Musiałam go nie nosić skoro nadal tu jest. Nie zastanawiałam się długo, założyłam go dodatkowo ulubioną koszulę w kratę na ramiona. Wzięłam okulary oraz ręcznik i zeszłam na dół. Poprawiając ręcznik na dłoni weszłam na taras, a Li już na mnie czekał w kąpielówkach i przewieszonym ręcznikiem na ramieniu. Przegryzłam wargę obserwując jego każdy cal jego rysujących się mięśni na jego plecach i ramionach. 
-Gotowa? -odwrócił się.
Szybko puściłam wargę i skinęłam głową na zgodę podchodząc do chłopaka,który następnie ruszył w stronę basenu. Kroczyłam za nim poprawiając włosy i okulary, które lekko osunęły się z nosa. 
-Pracujesz na opalenizną, czy pływasz? - spytał gdy znaleźliśmy się na miejscu.
Odłożył swój ręcznik na jeden z leżaków ustawionych obok basenu. Ja swój rozłożyłam i zdjęłam koszulę.
-Opalenizna. - odpowiedziałam.- Nie umiem pływać. - skrzywiłam się ponieważ nie znosiłam się do tego przyznawać. 
Lubie baseny, gdy jestem obok nich bezpieczna na leżaku. Zawsze wyobrażałam sobie jak idę na dno i tonę. Życie mi miłe, więc nie mam zamiaru pływać.
Skinął głową, życząc miłego opalania. Podbiegł do basenu i wskoczył do basenu. Zachichotałam cicho układając się na leżaku. Przez chwilę przyglądałam się pływającemu chłopakowi, kiedy tylko pojawiał się na powierzchni. Słońce przyjemnie grzało, więc po obserwacji przymknęłam oczy, by zrelaksować całe swoje ciało. Cisza,spokój dawno tego nie było w moich myślach.
Poczułam chłód owiewający moje ciało, przez cień chłopaka. Otwarłam jedno oko przyglądając się jak grzywka przykleiła się do jego czoła, a krople wody spływają po jego ciele. Na chwile przyjrzałam się jednej kropli spływającej po jego piersi. 
-Panie Payne, zasłania mi pan słoneczko. - uniosłam kącik ust, nadal bezczelnie przyglądając się jego klacie.
I tak przez okulary tego nie widział, więc mogłam sobie na to pozwolić.
-A Panna Blue jest sucha.
Automatycznie spojrzałam na niego, jak uśmiecha się zadziornie, natomiast mój zrzedł mi w błyskawicznym tempie.
-Nawet. Się. Nie. Wasz. - warknęłam ostrzegająco, żeby lepiej nie kombinował.
-Jaka wojownicza. - zaśmiał się i zanim zdążyłam wstać, by mu uciec, wziął mnie na ręce.
Pisnęłam przerażona, starając się uwolnić z uściski chłopaka. Okulary gdzieś mi spadły podczas biegu w stronę basenu. Nie minęła sekunda, a znalazłam się w chłodnej wodzie. Panicznie zaczęłam się szarpać z wodą jakbym się z nią biła. Starałam się wypłynąć na powierzchnie, ale nie czułam dna pod nogami. Na szczęście poczułam silne ramiona wynurzające nas. Wykaszlałam wodę z ust oraz chwyciłam się jego mocno, bojąc się, że znów pójdę na dno. - Przepraszam, nie chciałem byś się wystraszyła.
Ocierając twarz z wody spojrzałam na niego zła mrużąc oczy, następnie chlapnęłam mu wodą w twarz.
-Mogłeś mnie zabić. -warknęłam.
-Nie zrobił bym tego.  - powiedział pewnie patrząc prosto mi w oczy.
Westchnęłam, przeczesując włosy do tyłu starając się uspokoić nerwy. Mimo uspokajającego głosu chłopaka, nie czułam się najlepiej nie czując dnia pod nogami. Mocniej przysunęłam się do chłopaka, obejmując ramionami jego szyję. Wiedziałam, że mnie nie puści, że jestem bezpieczna. Patrzyłam w jego oczy, kiedy oparł czoło o moje przez co nasze nosy również się styknęły. Później wzrok przeniósł się nie kontrolowanie na jego usta. Pełne, koloru soczystej truskawki, które wczoraj jedliśmy z naleśnikami. Przegryzłam swoją wargę, wyobrażając sobie je na swoich. Poczułam jego palce uwalniającą ją, następnie jego usta delikatnie i nie pewnie muskające moje. Przez ciało przeszedł mnie przyjemny dreszcz, a ja sama pragnęłam więcej, więc odwzajemniłam jego gest, na co mocniej mnie przysunął do siebie, pogłębiając pocałunek. Położyłam dłonie na jego karku, oddając się pocałunkowi bezgranicznie. Nie czułam nic oprócz ciepła jego ust, nie słyszałam nic tylko nasze ciche westchnięcia. Nie pragnęłam niczego innego, jak zwolnienia czasu by pozostać tu z nim wieczność, w jego uścisku. Kiedy odsunął się, nadal z przymkniętymi oczami starałam się zachować jeszcze te chwilę w pamięci, lecz nagle się otrząsnęłam i zeszłam na ziemie. 
ON MNIE POCAŁOWAŁ?! 
Moje ciało ogarnęła panika. Błądziłam oczami po twarzy bruneta, widząc jak z szczęśliwej miny, nagle staje się zdezorientowana. Byłam przerażona i zdenerwowana, że dałam się tak łatwo ponieść. Odsunęłam się szybko, wręcz od chłopaka odpychając, by złapać się brzegu, a następnie podnieść się i wydostać z basenu. Połknęłam troszkę wody, jednak zignorowałam to, ponieważ chciałam jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju, z dala od chłopaka. To nie powinno się w ogóle wydarzyć, nie powinno. 
-Moo! - usłyszałam jego głos za sobą, ale jedynie złapałam swoją koszulę z leżaka i pobiegłam w stronę wejścia do willi.
Wiedziałam, że za mną biegnie. Słyszałam jego przyspieszone kroki, a ja modliłam się by jednak tym razem mnie nie dogonił. Nie wiem co mogłabym mu odpowiedzieć, gdy by nagle zaczął pytać, dlaczego uciekłam. Na schodach uważałam, by się nie poślizgnąć, ponieważ ociekałam cała wodą. Na posadzce zostawiałam swoje mokre odciski stóp oraz krople spływające z moich włosów. Gdy byłam pod drzwiami, szarpnęłam za klamkę i szybko znalazłam się w swoim pokoju, natychmiast zamykając się na klucz. Wtedy nagle drewno zadrżało pod wpływem uderzenia chłopaka, aż podskoczyłam przestraszona uświadamiając sobie jak blisko już był. 
-Nie zamykaj się, proszę! - mówił między uderzeniami w drzwi lub szarpaniem za klamkę.
Bałam się, że zawiasy nie wytrzymają i ulegną jego sile. Nie chciałam teraz rozmowy z nim. Chciałam zniknąć, zapaść się pod ziemię. 
Ruszyłam do łazienki, mrucząc pod nosem na siebie jak mogłam dopuścić do takiego niebezpiecznego zbliżenia. Oparłam się o ścianę i ześlizgnęłam się, siadając i zanosząc się szlochem. 

Ja nie chce go skrzywdzić. 

Kiedy się uspokoiłam, jedynie wpatrywałam się pustym wzrokiem w ścianę przed de mną, a słone krople spływały po moich policzkach jedna za drugą. Lecz kiedy tylko wróciłam myślami do Liam'a. Jego ramion, oczu, uśmiechu i ust, znów ogarnia mnie rozpacz i nie potrafię powstrzymać płaczu. Nie wiem już czym to jest spowodowane... Tym że jestem słaba i bezradna, czy tym że dałam nadzieje chłopakowi, a tak na prawdę nic z tego nie będzie. Ja się nie nadaje, a on zasługuje na kogoś naprawdę wartościowego, kto będzie dla niego wierny, szczery, uczciwy i inne te duperele w związkach. Ja taka nie będę. Znam siebie bardziej niż bym chciała i wiem do czego jestem zdolna. Do wierności mi daleko... Spuściłam głowę, nie mogąc znieść swojej osoby. Zaczynałam się nienawidzić, za to jak bardzo krzywdę innych. Straciłam już dwie przyjaciółki w Polsce przed moim wyjazdem, czuje, że również rodzice zaczynają się ode mnie odwracać, dawni znajomi z pracy nie oddzwaniają... Jestem aż tak beznadziejna?
Usłyszałam pukanie do drzwi i myślałam, że Liam znów będzie chciał porozmawiać, jednak gdy usłyszałam głos Caro, podniosłam się z zimnej ziemi i podbiegłam do drzwi, po drodze zakładając coś na siebie. Było mi zimno, a dość długo tam siedziałam. Otwarłam drzwi i widząc jedynie przyjaciółkę, złapałam ją za dłoń wciągając szybko do pokoju, następnie znów zamykając drzwi. Słyszałam jej zaniepokojony głos, ale zignorowałam pytanie od razu rzucając się w jej ramiona mocno zaciskając swoje wokół jej szyi. Znów szloch wstrząsnął moim ciałem, a brunetka delikatnie gładziła mnie po plecach starając się mnie uspokoić. Po chwili odsunęłam się, by otrzeć policzki, a Carolain znów powtórzyła swoje pytanie.
Wzięłam głęboki oddech starając się zebrać myśli w słowa, jednak ciężko my było, ponieważ wspomnienia działały na mnie przerażająco. Znów słyszałam gdzieś w oddali słowa mojego ex jaką to jestem suką, a z drugiej strony słowa Liama, powtarzające jaka jestem śliczna, czy wyjątkowa. Zaczynałam się gubić i coraz ciężej było mi się w tym połapać. Usiadłam na łóżku, łapiąc się za głowę i ciągnąc za włosy, jakby to miało mi jakkolwiek pomóc. 
-Liam mnie pocałował, a ja uciekłam. - schowałam twarz w dłoniach.
Byłam załamana, nie wiedziałam co dalej ze sobą zrobić. Niby wczoraj chciałam się związać, zacząć życie na nowo, z kimś kto nauczy mnie kochać, ale teraz się boje. 
Gdy przyjaciółka usiadła obok mnie, spojrzałam na nią zapłakanym wzrokiem.
-Dlaczego uciekłaś? - spytała spokojnie, gładząc delikatnie dłonią moje plecy.
-Przestraszyłam się. - przyznałam cicho i ze wstydu aż schowałam twarz w zagłębie jej szyi, chcąc się jednocześnie wtulić w przyjaciółkę.
-Skarbie, ale czego? - zgarnęła moje na wpół suche włosy na plecy jednocześnie gładząc policzek.
Oparła głowę o moją, wyczekując odpowiedzi nad którą się zastanawiałam.
Czego tak naprawdę się przestraszyłam? Odpowiedzialności jaką niesie za sobą związek, ta wierność, powściągliwość, jednak to prowadzi do czegoś gorszego, do czego się chyba najbardziej obawiam.
-Ja.. -wzięłam głęboki oddech i odsunęłam się od brunetki - Ja chyba coś poczułam, ale boję się go skrzywdzić. - spojrzałam na swoje trzęsące się ręce.
Gdy usłyszałam głośny śmiech przyjaciółki spojrzałam na nią zdziwiona.
-Liam boi się Ciebie skrzywdzić, a ty jego. W tym momencie krzywdzicie siebie nawzajem. - powiedziała z rozbawieniem. 
Chwyciłam za poduszkę, uderzając znajomą. To nie było zabawne, ponieważ ja się jej zwierzam, a ta mnie wyśmiewa. Chodź jej słowa dają mi do myślenia. On nie chce mnie skrzywdzić? Znów na sercu zrobiło mi się cieplej, ponieważ chłopak jest naprawdę miły,sympatyczny i kochany. Komplementuje mnie, obchodzi się ze mną delikatnie.Wiele dziewczyn by za to dało, a ja to odtrącam...
Westchnęłam i położyłam się na brzuchu, opierając głowę na dłoniach. Przyjaciółka postanowiła na mnie wleź, by się przytulić na co zachichotałam cicho, przymykając oczy. 
-Co czujesz to Li? - spytała cicho, a poczułam jak jej dłonie przeciskają się pod moim brzuchem, chcąc mnie objąć. 
Uniosłam się odrobinę by pozwolić się jej przytulić do moich pleców.
-Sama nie wiem.-spojrzałam przed siebie, wyobrażając sobie mnie i Liama z rana, kiedy stałam w samym ręczniku, a on naprzeciwko mnie pytał się co bym zjadła, a później przymknęłam oczy by znaleźć się w polu wśród winogron, gdzie grała muzyka, a my w tuleni w siebie tańczyliśmy w jej rytm. - To jak jestem w jego ramionach, jest tak fajnie.- nie potrafiłam tego wszystkiego określić w słowach, nawet porządnego zdania wymyślić nie potrafiłam na co przyjaciółka znów zachichotała.- Przyjemnie, bezpiecznie.. - dokończyłam.
-A jak Cię pocałował? 
-To... -zastanowiłam się, delikatnie przejeżdżając kciukiem po wardze, nadal czując delikatne mrowienie spowodowane jego ustami- Tego nie da się opisać. - pokręciłam głową.
-Zakochałaś się. - stwierdziła na co zerknęłam na nią kątem oka jak przygląda mi się z uśmiechem.-  Czułaś się tak jakby nic nie istniało wokół was. Tylko ty i on.
Miała racje, tak było. Jego ciepły dotyk, spojrzenie, pocałunek... Jeden gest, a sprawił bym chciała zatrzymać się w czasie, by chwila ta trwała wieczność. 
Jedna wyjątkowa osoba obudziła we mnie zapomniane emocje. 
-Przemyśl to. - poczułam jak całuje mnie w tył głowy i wstaje ze mnie oraz łóżka. 
Kiwnęłam do niej głową, kiedy wychodziła z pokoju. Dała mi czas na porządne przemyślenia. Nie zmieniłam pozycji, jedynie przykryłam się kocem, nadal byłam tylko w stroju i koszuli. Na ciele pojawiła się gęsia skóra, a ja obawiałam się o przeziębienie. Jednak aż tak bardzo nie gnębiło moje myśli. Liam - chłopak o brązowych oczach, w które mogła bym się przyglądać jak w najpiękniejszy obraz w galerii w ciąż znajdując nowe szczegóły, piękny uśmiech, który powoduje mój, silne ramiona otulające moje drobniutkie ciało z nad wyraz delikatnością. Każdy gest słowo obijało mi się w myślach, robiąc niezły harmider, przez co zaczęła boleć mnie głowa. Westchnęłam chowając twarz w pościeli. Za dużo, jak dla mnie. Najpierw David, dzwoniący, piszący, śledzący mnie krok w krok, ucieczka przed nim, a teraz... zakochanie? Mogła bym to tak nazwać? Nie wiem, nie jestem pewna swoich uczuć. To wszystko jest tak skomplikowane. Czemu nie może być tak prosto jak w książkach, czy filmach? No tak, życie to nie bajka.
Leżałam tak z godzinę, aż stwierdziłam, że wezmę ciepły prysznic i ubiorę się konkretniej. Pod prysznicem jednak nie uwolniłam się od myśli. Miałam ochotę usiąść i rozpłakać się ponownie, ale stanęłam twarzą prosto do strumienia i opłukałam sobie twarz. Po tym jak wyszłam i wysuszyłam się, założyłam zwykłą, białą, luźną bluzkę i czarne spodnie, a na ramiona narzuciłam szary, długi, miękki sweterek. Wróciłam znów do łóżka, sięgając z szafki swój notatnik otwierając na ostatniej stronie. Chciałam przez chwilę się uspokoić, a szkicowanie mi w tym pomagało. Zastanowiłam się chwilkę i zaczęłam kreślić pierwsze kreski. Powoli wszystko zaczęło się układać w spójną harmonie, co mi odpowiadało. Z każdą powstałą na kartce figurze uśmiechałam się lekko, bo powoli wiedziałam co tak na prawdę chciałam. I chyba już czas na rozmowę, więc odłożyłam portret chłopaka wstając z łóżka. Podeszłam do drzwi i przez chwile się zawahałam. Co jeśli tak naprawdę nie odwzajemnia, tego uczucia? Przecież mnie pocałował, zaczynam wymyślać wymówki. Pokręciłam głową na swój wewnętrzną wymianę zdań i odkluczyłam się wychodząc z pomieszczenia. Stawiałam nie pewne kroki w stronę pokoju bruneta, który znajdował się naprzeciwko mnie. Zapukałam raz, drugi jednak bez odzewu. Nie chce ze mną rozmawiać? Nie zdziwiłabym się. Chodź może go tu nawet nie być, więc poszłam szukać dalej. Zajrzałam do pokoju Caro i Lou, kuchni i jadalni. Nigdzie go nie było. Kiedy weszłam na taras i rozejrzałam się, dostrzegłam go siedzącego przy stole, na którym wczoraj jedliśmy obiad. Wzięłam głęboki oddech i podeszłam trochę do chłopaka.
-Hej. - powiedziałam spokojnie, na co zwrócił na mnie swoją uwagę. Po twarzy mogłam wywnioskować, że się mnie kompletnie nie spodziewał. Uśmiechnęłam się lekko, chcąc rozluźnić atmosferę, ale chyba jednak się nie udało, ponieważ chłopak, a ni drgnął nadal uważnie się mi przyglądając, jednak przywitał się również. - Jak się czujesz? - to pytanie było chujowe, wiem. Nie wiedziałam jak zacząć te rozmowę, strasznie się bałam i nie wiedziałam jak chłopak na to zareaguje.
-Bywało lepiej. - wzruszył ramionami, na chwile spuszczając wzrok, by spojrzeć na swoje dłonie. Skinęłam głową, zagryzając wnętrze policzka za swoją głupotę. Mogłam wymyślić coś lepszego, ale jak zwykle nigdy nie przemyślę parę razy co zrobić lub powiedzieć. 
Żałosna jesteś. - usłyszałam głos w swojej głowie, na co miałam ochotę się znów rozpłakać. Zacisnęłam, więc dłonie na rękawach opuszczając głowę, starając się włosami zakryć twarz. 
-A ty, jak się czujesz? - na jego pytanie równocześnie podnieśliśmy głowy, patrząc na siebie. 
Nie spodziewałam się tego pytania. Odczułam, że nie chce ze mną rozmawiać, jednak ciągnie to.
-Teraz już lepiej. - uśmiechnęłam się lekko, jednak spuściłam wzrok na swoje dłonie. 
-Nie chciałem by to tak wyszło... - zaczął szybko, na co w głosie można było wyczuć smutek. - ten pocałunek. - dokończył już ciszej.
-To ja przepraszam. - powiedziałam pewnie. - Powinniśmy to sobie wytłumaczyć, a nie uciekać, mówię tu o sobie. - wskazałam na siebie. Zrobiło mi się wstyd, więc odwróciłam na chwilkę wzrok, kiedy on na mnie spojrzał. Zaczerpnęłam sporo powietrza do płuc, chcąc zebrać się na odwagę, wyjawienia prawdy.- Przestraszyłam się tego wszystkiego. Najpierw On - dałam nacisk nie chcąc wymieniać jego imienia - przyczepione jak rzep do psiego ogona, nie dający mi spokoju, gnębiący, a nawet szantażujący, a teraz ten pocałunek...
-Ja naprawdę nie chciałem być namolny. - przerwał mi, patrząc na mnie ze skruszoną miną.
Spojrzałam na niego i lekko się uśmiechnęłam, kręcą przecząco głową.
-To było przyjemne. - na moje słowa odwzajemnił gest, unosząc kąciki ust w górę. Serce zabiło mi znów szybciej, ponieważ miałam zadać pytanie, na które obawiam się odpowiedzi. Bawiłam się bransoletką zastanawiając się, czy je zadać czy nie, jednak powiedziałam na głos swoje myśli: A ty, coś do mnie czujesz?
Podniosłam wzrok, wyczekując jego odpowiedzi. Każda sekundy dłużyła się w minuty co doprowadzało mnie do szaleństwa.
-Gdybym nic do Ciebie nie czuł, nie starał bym się o twoje względy.
Powiedział to szczerze patrząc mi prosto w oczy. To uczucie które mnie w tej chwili ogarnęło, kazało mi rzucić się na niego, wycałować, ale strach paraliżował mi nogi. Jedynie co potrafiłam to wysłać mu delikatny uśmiech. Czułam, że to ta chwila..
-Możemy spróbować? -spytałam szeptem, niepewna swoich słów. 
Bałam się, to chyba normalne, co nie. Kiedy oddajesz swoje serce drugiej osobie, to powinien być strach, czy jest to ta właściwa. Postanowiłam zaryzykować. 
Chłopak wstał z krzesła omijając je, by stanąć przed de mną. Był pewniejszy, a cały żal, smutek odpłynął, bo w oczach widziałam te iskierki szczęścia w jego oczach, te już dobrze mi znane, których się nie bałam, a wręcz pragnęłam je oglądać.
-Więc... - załapał delikatnie mnie za dłoń, chowając ją w swojej - Moni Blue uczynisz mi ten zaszczyt i spróbujesz być moją dziewczyną? -jego uścisk nagle się bardziej zacisnął, jakby z obawy.
Nie ucieknę, nie tym razem. 
-Tak. - skinęłam głową pewna swoich słów.
Takiego wybuchu radości jeszcze nigdy nie widziałam. No chyba, że u Caro. Objął mnie mocno w talii, podnosząc i zaczął nas okręcać, wokół siebie. Objęłam jego szyję, by utrzymać się kręcącego chłopaka, chichotając pod nosem. 
-Jestem najszczęśliwszym facetem na świecie! - wykrzyczał, a kiedy mnie postawił, widziałam szczęście wymalowane na jego twarzy. 
Szeroki uśmiech, radosne oczy. To niesamowity widok, przez który ja również się uśmiechałam. Złapałam jego twarz w dłonie i stanęłam na palcach, by delikatnie cmoknąć jego usta, ponieważ tak bardzo tego teraz potrzebowałam. Jego usta na swoich, ten smak, to uczucie, które wypełniało mnie całą. Było jak narkotyk, od którego nie potrafiłam się uwolnić. Przysunął mnie bardziej do siebie, pogłębiając pocałunek. Gdy się odsunął, oparł czoło o moje, a ja spojrzałam w jego oczy, gładząc jego policzki kciukami. Uśmiech nie zszedł mi z twarzy a coraz bardziej się powiększał, bo uświadomiłam sobie, że Caro miała racje. Zakochałam się. Wpadłam po uszy i podobało mi się to. 
-Moja dziewczyna, jak to pięknie brzmi.- powiedział szeptem.

To było jak w bajce, mojej bajce.



______________________________________
SKOŃCZYŁAM!!! Woooohooo!
Inspiracja z rozmów z 9-11 września oraz początek to moja wyobraźnia, tak naprawdę się to nie zdarzyło między nimi. Stwierdziłam, że to był by naprawdę świetny początek. Mi się ogromnie podoba i jestem z tego dumna, jak i całej reszty.
Przepraszam, że to tak długo się ciągnęło, ale miałam problemy. Raz weną, raz prywatne. Te ostatnie były najgorsze. Chciałam to dokończyć w święta, ale wtedy się zaczęło... Ehhh. Mniejsza. 
Mam nadzieje, że się to spodoba. Siedziałam nad tym bardzo długo i jak każdy mój prompt, czy one shot ma dla mnie wielkie znaczenie. Zostawiajcie po sobie jakiś ślad, najlepiej w postaci komentarza, lub na tt ( @Real_Monika ) 
Dziękuje za poświęcony czas!! 
Kocham! <3

1 komentarz:

  1. Kocham to jak Li i Moo.
    Wcale nie maczałam paluszków w ich zwiazku^^
    Jest to genialne boskie i wgl WOW..
    Szaleństwo.
    Kocham cie Moniś
    Caro :**

    OdpowiedzUsuń